niedziela, 20 maja 2012 Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego
START Czytelnia Inne Artykuły KORONACJA obrazu Matki Bożej Miłosierdzia
KORONACJA obrazu Matki Bożej Miłosierdzia Drukuj
Autor(ka): Administrator   
czwartek, 10 listopada 2011 16:04

Źródło: Biuletyn Archidiecezji Gdańskiej nr 44(146)
www.adalbertus.gda.pl

Koronacja obrazu Matki Bożej Miłosierdzia w kościele Świętej Trójcy w Gdańsku – Ojcowie Franciszkanie – odbędzie się podczas Mszy św. pod przewodnictwem Arcybiskupa Metropolity Gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia w najbliższą niedzielę (13 listopada) o godz. 12.00.

 


 

Źródło: www.gdansk.franciszkanie.pl

 


OBRAZ MATKI BOŻEJ MIŁOSIERDZIA
w kaplicy kościoła OO. Franciszkanów w Gdańsku
relacja o. Gerarda Domki zapisana w roku 1966

Wilno było w średniowieczu miastem warownym, otoczonym wałami i murami. W murach miejskich było kilka bram wjazdowych. Każda z nich miała swoją nazwę. Była więc brama Ostra, brama Trocka, brama Subocz i inne.
Biskup wileński Tabor (umarł w r. 1507), kazał umieścić nad bramą Ostrą obraz Matki Bożej, aby ludzie wchodząc i wychodząc z miasta, polecali się opiece Matki Najświętszej.

Gdy obraz zasłynął cudami, wybudowano nad bramą kaplicę, a pod kaplicą została nadal brama wjazdowa. Z biegiem lat bramy miejskie straciły swoje znaczenie i wraz z murami obronnymi zostały rozebrane. Pozostała tylko jedna zwana Ostrą Bramą z tą właśnie kaplicą, w której znajdował się obraz Matki Bożej, słynący cudami.

Matka Boża, królująca w Ostrej Bramie, jest czczona jako Matka Boża Miłosierdzia. A Nowenna przed Jej świętem i w samo święto, nazywa się w Wilnie „Opieką”. Ludzie idący na te uroczystości mówili, że idą na „Opiekę”. W diecezji wileńskiej, święto Matki Bożej Miłosierdzia przypada na dzień 16 listopada, a uroczystość odpustowa obchodzona jest w Ostrej Bramie w niedzielę po 16 listopada. Uroczystość tę poprzedza zawsze Nowenna.
Rok 1927 był pamiętny dla Wilna. W nim bowiem w Ostrej Bramie nastąpiło ukoronowanie koroną watykańską łaskami słynącego od wieków obrazu M.B. Miłosierdzia. Na tę uroczystość koronacyjną przybyło tysiące ludzi. Przybyło też wielu Polaków z zagranicy, zwłaszcza z Ameryki.

I oto właśnie jeden z rodaków z Ameryki zamówił kopię obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej w Firmie Zdobniczej w Wilnie. Obraz miał być co do wielkości i piękna identyczny z oryginałem. Zamówienie to opiewało na poważną sumę. Zostawił zadatek i odjechał do Ameryki.
Obraz wykonano według zamówienia. Malarz bardzo wiernie wymalował oblicze Matki Bożej. Dano suknię srebrną, na którą wyszło około dziesięciu kilogramów srebra i tę suknię grubo pozłocono. Gdy obraz został wykonany, umieszczono go w sklepie Firmy i czekano na zgłoszenie się po odbiór. Jednak rodak ów z Ameryki się nie zgłosił. Może umarł? Kto wszedł do tego sklepu, każdy podziwiał wierność kopii, piękno i bogactwo obrazu.
Gdy w roku 1939 wybuchła wojna, przyszła do mnie jedna z córek Mistrza Zdobniczego z prośbą, abym ten obraz umieścił na czas wojny w naszym kościele. Zgodziłem się na to, ale pod warunkiem, że go ofiarują naszemu kościołowi. Wytłumaczyłem, że gdy będzie w kościele i w ołtarzu, bo inaczej nie rozumiałem wzięcia go do kościoła, to już będzie kult publiczny i już nie będzie można zabrać obrazu do domu prywatnego.

Przyszła po raz drugi z zawiadomieniem, że na ofiarowanie kościołowi się nie zgadzają. Proszą jednak o znalezienie jakiegoś miejsca, celem przechowania obrazu. Zgodziłem się i umieściłem go na ścianie w drugiej naszej zakrystii, gdzie były przechowywane nasze chorągwie kościelne, baldachim i stały szafy z ubraniami dla bieli biorącej udział w procesjach.

Już pod koniec września 1939 roku Sowieci zajęli Wilno, ale po paru miesiącach wycofali się i oddali Wilno Litwinom. Coś po siedmiu miesiącach rządów litewskich wkroczyli znowu Sowieci i rozpoczęli swoje rządy. Po nich przyszli Niemcy.

Po pewnym czasie Niemcy podburzeni przez Litwinów aresztowali najpierw Profesorów Seminarium Duchownego i kleryków, i tych ostatnich od razu wywieźli na roboty do Niemiec. W następnym miesiącu przyszła kolej na zakonników i zakonnice. I tak znaleźliśmy się w więzieniu na Łukiszkach w Wilnie, następnie w obozie przejściowym w Kretyndze i ostatecznie w dwu obozach ciężkiej pracy w Poniewierzyku i Szałtupie na Litwie. Z ramienia Kurii Metropolitarnej naszym kościołem opiekował się wyznaczony ksiądz, dlatego wszystkie rzeczy w kościele ocalały, ale klasztor obrabowano doszczętnie.

Nadszedł rok 1944, a z nim zdobycie Wilna przez AK i wojska Sowieckie, powrót z obozów koncentracyjnych, które były na Litwie i przygotowywanie Polaków do repatriacji z Wilna i okolic.
Transporty z repatriantami poczęły wyjeżdżać już w styczniu 1945 roku, chociaż końca wojny jeszcze nie było.

Zaraz w początkowych transportach wyjechała cała rodzina: Właścicielka Firmy Zdobniczej. Wyjeżdżając, nie zainteresowali się obrazem, który był u nas. Dałem im znać, aby obraz zabrali ze sobą, bo inaczej pozostanie w Wilnie niewiadomo dla kogo. Nie zgłosili się jednak na to zawiadomienie z tej prostej przyczyny, że jako ludzie świeccy, nie mieli żadnej możności zabrania tak dużego obrazu religijnego. Takich zezwoleń nie wydawano, ryzykować nie mieli ochoty. Dowiedziałem się, że w tym celu zrobili dyskretny wywiad i gdyby była możliwość, to obraz zabrali by ze sobą.
Również w styczniu, dziesiątym transportem, wyjechał o. Grzegorz Kozieł. Tak prędko repatriował się do Polski, bo przyjęto go, jako wracającego z obozu, więc mniej miał do załatwienia formalności.

Po przybyciu do Polski o. Grzegorz odnalazł ową Rodzinę i zawiadomił ich, że jest w Gdańsku i tam obsługuje kaplicę, bo kościół był zrujnowany. Kiedyś świątynia ta był franciszkańską, ale przez czterysta lat była w posiadaniu protestantów. Ci umieścili w ołtarzu kaplicy obraz „Syna Marnotrawnego”, w kościołach katolickich tak rzadko spotykany.

Od tej Rodziny otrzymał odpowiedź: „Jest przecież nasz obraz pozostawiony w Wilnie w zakrystii waszego kościoła, to się postarajcie go przywieść, i będziecie mieli obraz w kaplicy”. Ze słów tego listu o. Grzegorz wywnioskował, że oni ofiarują ten obraz do naszej kaplicy w Gdańsku.
Każdy transport prowadzili konwojenci, którzy po odstawieniu transportu do Polski, wracali do Wilna, celem poprowadzenia nowego. Otóż przez takiego konwojenta przysłał o. Grzegorz list, powiadamiający, że owa Rodzina ofiarowała ten obraz do naszej kaplicy w Gdańsku, więc trzeba, abym się postarał go przywieść. Pomyślałem, że: Właściciele, wiedząc iż dla nich obraz jest stracony, czynią z niego ofiarę.

W połowie kwietnia 1945 roku wyjechał, jako przedostatni z naszych o. Kalikst Figura, mający 84 lata. Podpisany został sam, ale nie na długo. Po kilku miesiącach przyjechał z Lidy o. Kamil Wełymański. Przebywał on przez całą wojnę na Białorusi (dawne nasze Kresy Wschodnie), i to w różnych miejscowościach. Ostanio przez półtora roku przebywał w Lidzie. Postanowił nie wracać do Polski, więc „zaczepił się” przy naszym kościele w Wilnie. Byliśmy razem prawie cały rok. Wyjechałem bowiem w połowie września 1946 roku. O. Kamil objął nasz kościół, ale po dwu latach został wywieziony do Kazachstanu, a wrócił dopiero po śmierci Stalina. Wrócił do Wilna, ale już nie do naszego kościoła.
Jak zaznaczyłem, wyjechałem we wrześniu 1946 roku, przedostatnim transportem.

Do wyznaczonego wagonu były przydzielane następujące osoby: Niżej podpisany; ks. kan. A. Cichoński; cztery Siostry Rodziny Maryi; i rodzina świecka z sześcioletnią dziewczynką. Starostą wagonu została S. Agnieszka Lisówna, przeł. SS. Rodz. Maryi. Wszyscy wyjeżdżający mieli swój dobytek. Ja miałem rzeczy kościelne, klasztorne i osobiste. Trzeba był dobrze wszystko poukładać, aby jeszcze trochę miejsca pozostało na siedzenie i spanie.
Obraz Matki Bożej był na desce, więc przybiliśmy go do ściany wagonu, nie robiąc dziur w obrazie. Nad obrazem wstawiono listwę, na której pokładliśmy rozmaite drobiazgi. Podkładkę na wywóz obrazu mieliśmy. Bowiem Siostry Rodziny Maryi zlikwidowały swoją kaplicę i postarały się o zezwolenie wywiezienia ołtarza z obrazem Matki Bożej Ostrobramskiej.

Większość transportów kolejowych szła na Białystok i te były w drodze od 14 do 28 dni. Stacją końcową i rozdzielczą była Bydgoszcz. Niektóre transporty kierowano na Kowno – Olsztyn i te były w drodze od 8 do 12 dni. Nasz transport skierowano na tę trasę. Mieliśmy wyjechać o godz. 18 – tej, a wyjechaliśmy w następny dzień o godz. 6 – tej rano. W nocy przejechaliśmy Kowno i już o 8-mej rano byliśmy na granicy.

Nastąpiła rewizja. Kazano wszystkie rzeczy wyrzucić z wagonu. Paki i walizy pootwierać. Duży bagaż trudno było wynosić, więc pozostał w wagonie. Powiedziałem Matce Bożej, że Jej obraz jest już na granicy, to niech dopomoże zawieść go do miejsca przeznaczenia. Równocześnie weszli do wszystkich wagonów całego transportu. Rewizja trwała do godz. 15 – tej.

O godz. 16-tej zapowiedzieli, że w przeciągu dwu godzin mamy przerzucić rzeczy do wagonów polskich. Wagon przeznaczony dla nas, podsunęliśmy pod nasz, tak, że drzwi były naprzeciw siebie. Zrobiliśmy pomost z desek, przesunęliśmy paki, powrzucaliśmy rzeczy, aby prędko i sprawinie, a dopiero, gdy wszystko było przerzucone, układaliśmy rzeczy w wagonie. Wszystko robiliśmy sami, bo każdy był zajęty swoimi rzeczami. Wyruszyliśmy nie za dwie, ale coś za godzin pięć.

Po trzech nocach i dwu dniach, w godzinach rannych dojechaliśmy do Olsztyna, a wieczorem mieliśmy ruszać do Bydgoszczy. Pochodziliśmy po biurach PUR-u (Polski Urząd Repatriacyjny) i obiecano nam, że nasz wagon przyczepią do pociągu ciężarowego, odchodzącego w nocy do Warszawy. O godz. 16 – tej zabrano od nas rodzinę jadącą z nami. Wtedy już byliśmy pewni, że ominiemy punkt rozdzielczy w Bydgoszczy, a przez to zyskamy na czasie prawie cztery dni.

Wieczorem odczepiono nasz wagon od pociągu repatriacyjnego i przyczepiono do pociągu ciężarowego idącego w stronę Warszawy. Ponieważ był to pociąg zwyczajny ciężarowy, nie repatriacyjny, więc nie miał długich postojów po stacjach, tak że już w następną noc odczepiono nasz wagon i pozostawiono na trasie. Była godzina 2 – ga po północy. Rano, gdy się rozwidniło, wysiedliśmy z wagonu. W pobliżu stał drugi wagon z repatriantami, przesłany z Bydgoszczy. Dowiedzieliśmy się, że stoimy w czystym polu, daleko poza stacją Marki. Zawiadomiliśmy PUR w Markach. Przyszli urzędnicy, załatwili formalności i przysłali nam gorącej herbaty z chlebem.

Następnie udały się Siostry piechotą do Warszawy na ul. Hożą. Zorganizowały ciężarówki i po południu zostały wszystkie rzeczy przewiezione do ich Domu. Nasz klasztor i kościół w Warszawie był w gruzach.

Zaraz powiadomiłem o. Norberta Uliasza, gwardiana w Gdańsku, że obraz M.B. Ostrobramskiej jest już przywieziony i znajduje się w Warszawie przy ul. Hożej. Prosiłem, aby go zabrał i przewiózł do Gdańska. Co też zaraz uczynił i obraz umieścił w kaplicy św. Anny.
Również napisałem do owej Rodziny, że ofiarowany przez nich obraz Matki Bożej Ostrobramskiej jest już w Gdańsku.
Ci, skoro dowiedzieli się, że obraz jest przywieziony, żal im się zrobiło, że za niego nic nie otrzymają. Przecież byli repatriantami i zasobów przypuszczalnie nie mieli. Powiedzieli, że obrazu nigdy nie ofiarowali do Gdańska. Czyli innymi słowy: gdy obraz był w Wilnie i nie mieli widoku na przywiezienie go, uważali za stracony i wspaniałomyślnie napisali: przywieście go, a będziecie mieli w Gdańsku.
Gdy jednak zobaczyli, że obraz mimo wszystko jest przywieziony, to chcieli coś za ten obraz otrzymać. Ale mogli inaczej jakoś postąpić, a nie mówić, że nie ofiarowali tego obrazu Gdańskowi. Po takim ich oświadczeniu, był kilka razy u nich w domu o. Grzegorz i nic nie zyskał. Byłem i ja jeden raz. Stali twardo przy tym, że obrazu nigdy nie ofiarowali i jest on ich własnością.

Wkrótce przyjechał jeden z Rodziny do Gdańska, aby obraz zabrać. O. Norbert pokazał mu obraz w ołtarzu i powiedział, że już jest kult publiczny i obrazu nie może wyjmować z ołtarza, by dać go do domu prywatnego. Po wielu denerwujących rozmowach, o. Norbert zrozumiał, że chodzi im o pieniądze. Powiedział, że za ten obraz zapłaci.

Rodzina ustaliła: pięćset tysięcy złotych. Była to olbrzymia suma na owe czasy. Wówczas ktoś im powiedział, że skoro biorą pieniądze za obraz, to z otrzymanej sumy mają dziesięć procent zapłacić za przywiezienie obrazu. Po wielu targach ustalono sumę: trzysta pięćdziesiąt tysięcy złotych, z tym, że nie będą już płacić za przywózkę. O. Norbert, aby się nareszcie uwolnić i aby przestali go najeżdżać, zgodził się na wszystkie warunki. I jak mógł, i skąd mógł, zbierał grosz, by uzgodnione raty, co miesiąc po pięćdziesiąt tysięcy złotych, terminowo wpłacać. Tak obraz został u nas w Gdańsku
Gdy tylko obraz Matki Bożej Ostrobramskiej znalazł się w ołtarzu, zaraz kaplica się ożywiła. Trzeba zaznaczyć, że w koło naszego kościoła zniszczonego były same gruzy. Przychodzili autochtoni, przychodzili ludzie, którzy z innych dzielnic Polski przyjechali, przychodzili repatriowani wilnianie, których było duże zgrupowanie w Gdańsku, Wrzeszczu i Sopocie, i ci byli mi bardzo wdzięczni, że im przywiozłem obraz i to z Wilna, obraz ich Matki Bożej Miłosierdzia. Pociągało ich, że Ojcowie stale spowiadali i dobre kazania głosili. Mogli się wymodlić do Matki Bożej Miłosierdzia, szukając u Niej Macierzyńskiej opieki.

Na sposób wileński, panujący w Ostrej Bramie, o. Norbert zaprowadził święto odpustowe Matki Bożej Miłosierdzia w niedzielę po 16 – tym listopada. Również przed tym świętem zaprowadził Nowennę z kazaniami, czyli „Opiekę”.
Na końcu dodam, że u dołu obrazu M.B Miłosierdzia w Ostrej Bramie jest sierp księżyca, dlatego i tu dorobiono ze zwykłego materiału podobny półksiężyc.

Pisane w m. marcu 1966 roku. W tym bowiem roku przypada dwudziestolecie przywiezienia obrazu M.B. Miłosierdzia, kopii obrazu Ostrobramskiego w Wilnie i umieszczenie tego obrazu w kaplicy naszego kościoła w Gdańsku.
O. Gerard Domka, Def.pp., b. gw. OO Franciszkanów w Wilnie.

Świadectwo opieki Matki Bożej Miłosierdzia Ostrobramskiej

Chciałam się podzielić świadectwem z mojego życia, w którym od zarania, jak pamiętam, zaufałam Matce Bożej Miłosierdzia Ostrobramskiej i oddałam się jej opiece.
Mam 93 lata, wychowałam 5 dzieci, pochowałam męża i 2 synów. Pochodzę z Wilna. Mieszkałam na wsi. Wychowałam się w rodzinie zastępczej ponieważ byłam sierotą. Rodzina była religijna. Całe moje życie młode, jak i dorosłe byłam blisko Kościoła i Matki Bożej Miłosierdzia Ostrobramskiej, którą obrałam za Matkę ziemską. Mając 18 lat zaczęłam uczęszczać na „Opieki” i chodziłam 30 km pieszo ze wsi do miasta Wilna do Ostrej Bramy. Dlatego też zawsze modląc się gorąco prosiłam żebym mogła mieszkać w mieście Wilnie, aby móc być bliżej Ostrej Bramy. Moje pragnienia za udziałem modlitwy zostały wysłuchane i zamieszkałam w parafii ostrobramskiej. Kiedy trzeba było Wilno opuścić i wyjechać przeżyliśmy to bardzo mocno. Kiedyśmy wyjeżdżali w nieznane musieliśmy jadąc na dworzec minąć Ostrą Bramę i Obraz Matki Bożej Miłosierdzia, płakaliśmy i żegnaliśmy, jakbyśmy już nigdy nie mieli Go zobaczyć.

Po przyjeździe do Polski w Gdańsku dowiedzieliśmy się, że obraz Matki Bożej Miłosierdzia Ostrobramskiej jechał z nami tym samym transportem w jednym z wagonów. Jaka była wielka radość, że i tym razem los nasz był blisko Matki Bożej Miłosierdzia Ostrobramskiej, która opiekowała się mną i całą moją rodziną. Następna radość, kiedy się dowiedziałam, że obraz umieszczono w kościele Św. Trójcy u franciszkanów w kaplicy Św. Anny, a nam przydzielono mieszkanie na ul. Biskupiej niedaleko kościoła.

Od roku 1980 zamieszkałam na Zaspie, a mimo to do roku 2003 bywałam bardzo często u Matki Bożej Miłosierdzia Ostrobramskiej, a na „opiekach” co roku obowiązkowo. Całe moje życie starałam się być na „opiekach”, prosząc o wstawiennictwo Matkę Bożą do Boga o zdrowie i opiekę dla całej rodziny. Wobec tego, czy nie można powiedzieć, że Matka Boża Miłosierdzia Ostrobramska, jak się do Niej modli i prosi gorąco o wstawiennictwo do Boga, nie uprasza nam Łask Bożych i prowadzi nas prostą drogą do Boga? Obecnie mam 93 lata. Mieszkam u córki koło Biskupiej Góry i znów mam bardzo blisko do kościoła i do cudownego obrazu Matki Bożej Miłosierdzia Ostrobramskiej, za co jestem bardzo wdzięczna Bogu.
Anna Subocz

 

 

Jan Paweł II

Remonty, inwestycje

KONCEPCJA ARCHITEKTONICZNA PRZEBUDOWY ELEWACJI FRONTOWEJ NASZEGO KOŚCIOŁA

Pomoc dla Alicji

Pomoc dla Alicji

PZ Caritas

Papieskie intencje modlitewne

Maj
Ogólne: Aby w społeczeństwie były promowane inicjatywy chroniące i umacniające rolę rodziny.

Misyjne: Aby Maryja, Królowa Świata i Gwiazda Ewangelizacji, towarzyszyła wszystkim misjonarzom głoszącym Jej Syna Jezusa.

Na stronie

Odwiedza nas 30 gości 
© 2001-2012 Parafia Chrystusa Zbawiciela w Gdańsku Osowie
Designed by Templatka.pl