| Drogi i dróżki |
|
| Autor(ka): ELA KONDERAK |
| wtorek, 02 sierpnia 2011 06:33 |
|
Źródło: List nr 7/8 2011
Ponieważ pod koniec średniowiecza pielgrzymki do Ziemi Świętej, ze względu na obecność seldżuckich i osmańskich Turków stały się trudne i niebezpieczne, pojawiła się idea dokładnego odwzorowania krajobrazu Jerozolimy poza Ziemią Świętą. Pierwszym człowiekiem, który wpadł na ten pomysł, był Alvarez z Kordowy (Hiszpania). Działo się to na początku XV . Wkrótce powstały też słynne Kalwarie w Lubece, Norymberdze, a dwa wieki później w Polsce. Kalwaria Zebrzydowska jest jednak wyjątkowa. Nie tylko dlatego, że była pierwszą Kalwarią na ziemiach polskich, czy że jako jedyna Kalwaria (spośród tysiąca innych, które znajdują się w Europie) została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Jest wyjątkowa, bo wyjątkowe są dzieje Polski wpisane w jej historię. Magnat i marzenie o Jerozolimie Wszystko zaczęło się od Mikołaja Zebrzydowskiego. Był to wojewoda krakowski, magnat, dziedzic Zebrzydowic, właściciel zamku zbudowanego na szczycie położonej w pobliżu góry Lanckorony. Jego nazwisko kojarzy się rokoszem Zebrzydowskiego, czyli zbrojnym powstaniem przeciwko królowi Zygmuntowi III Wazie, które miało miejsce w latach 1606-1608. Zebrzydowski rzeczywiście był przywódcą tego buntu. Niektórzy sugerowali nawet, że ufundował Kalwarię, z nakazu spowiednika, w ramach pokuty po upadku rokoszu. Ale dokumenty mówią coś innego. Pierwszą kaplicę (Ukrzyżowania) zbudowano już w 1601 r. a rok później, w 1602 r., podpisano akt fundacyjny całej Kalwarii. Wszystko działo się więc kilka lat przed rokoszem. Zebrzydowski, choć chwilowy buntownik, był jednak, jak typowy Sarmata, człowiekiem bardzo religijnym. Ukończył jezuickie kolegium w Braniewie, które znajdowało się pod szczególną opieką biskupa warmińskiego Stanisława Hozjusza. Wyniósł z niego dobrą znajomość łaciny i rzetelną pobożność. Potem uczestniczył w kilku wyprawach wojennych, a w 1583 r. ożenił się z Dorotą z Herburtów, która urodziła mu czwórkę dzieci, córki i syna Jana, późniejszego kontynuatora budowy sanktuarium. Z racji swych obowiązków mieszkał często w Krakowie, ale tylko w lanckorońskim zamku czuł się naprawdę u siebie. Patrząc z tego zamku na okolicę, podziwiając przeciwległą górę Żarek i malowniczą rzeczkę Skawinkę, marzył o Jerozolimie. I z tych tęsknot wkrótce na górze Żarek narodziła się Golgota, Lanckorona stała się Górą Oliwną, a Skawinka potokiem Cedron. Ojciec Aleksander Sitnik OFM pisze: „Po 1608 r. usunął się z czynnego życia politycznego. Po śmierci żony Doroty w 1610 r. coraz chętniej spędzał czas w ufundowanym przez siebie bernardyńskim klasztorze kalwaryjskim. Miał tam do posługi chłopca oraz Kozaków do przekazywania korespondencji. Używał czarnego stroju i jeździł zwykłym wozem klasztornym, zawsze ustępując pierwsze miejsce kapłanom. Swoimi posiłkami dzielił się z pielgrzymami przybywającymi do Kalwarii i zakonnikami, ubogich wspomagał jałmużną. Przed rozpoczęciem budowy kolejnych kaplic pościł, przystępował do spowiedzi, uczestniczył we Mszy św., a fundamenty polecał kłaść w wigilię lub oktawę świąt Matki Bożej. Sam często obchodził Dróżki, oddając się rozważaniu Męki Pańskiej". Nie było mu jednak dane umrzeć w Kalwarii. Śmierć zastała go w Krakowie - pochowany został w kaplicy Zebrzydowskich w Katedrze na Wawelu. W ufundowanej przez niego Kalwarii stało już wówczas 21 kościołów i kaplic pasyjnych. Łzy Matki Bożej Historia obrazu Matki Bożej Kalwaryjskiej jest w równie niezwykły sposób wpisana w historię jednego z okolicznych mieszkańców co powstanie kapliczek. Oto we dworze pewnego szlachcica, Stanisława Paszkowskiego, który mieszkał półtorej mili od Kalwarii, był obraz Madonny, przed którym codziennie rano i wieczorem modlili się wszyscy domownicy i czeladź. To jeszcze nic niezwykłego - taki był zwyczaj w tamtych czasach. Ale pewnego dnia, 3 maja 1641 r. (w tamtym okresie był to liturgiczny dzień znalezienia Krzyża Pańskiego), obraz zapłakał krwawymi łzami. Zawołano proboszcza i wikarego z Marcyporęby, bo tam znajdował się kościół parafialny szlachcica, i zaczęto radzić co z tym faktem zrobić. Uznano, że płaczącą Maę należy umieścić w kościele parafialnym, bo nie godzi się mieć w domu obrazu tak świętego. Szlachcicowi żal było rozstawać się z obrazem, ale wiedział, że musi to zrobić, choćby z tego powodu, iż wieść szybko rozeszła się po okolicy i ludzie zaczęli przybywać do dworu. Paszkowski odprawił więc spowiedź, pomodlił się i w niedzielny poranek wyruszył samotnie z obrazem do kościoła w Marcyporębie. Co się potem stało, nie wiadomo dokładnie, ale w starej kronice klasztoru kalwaryjskiego zapisano...
|



