| Ministranci w Gowidlinie |
|
| Autor(ka): Jakub Śmigielski (kandydat na ministranta) |
| wtorek, 13 lipca 2010 16:41 |
|
MINISTRANCKIE WAKACJE W GOWIDLINIE Kiedy dotarliśmy do celu naszej podróży, okazało się, że będziemy mieszkać u bardzo sympatycznej pani Marysi. Do dyspozycji mieliśmy dwa piętra. Dormitorium zostało urządzone na strychu. Czas mijał nam bardzo wesoło i jednocześnie bardzo szybko. Ksiądz Bogdan miał mnóstwo pomysłów na zagospodarowanie nam czasu. Graliśmy w piłkę nożną, w tenisa stołowego, było przeciąganie liny, wyścigi rowerowe, podchody, ognisko i jeszcze wiele, wiele innych zabaw. Ponadto pojechaliśmy do Łeby, gdzie zwiedzaliśmy Park Dinozaurów. Wybraliśmy się też na wycieczkę rowerową do Sierakowic, gdzie ksiądz Bogdan pokazał nam ołtarz papieski, jak również zaprosił nas na pizzę, która dodała nam sił do dalszej jazdy na rowerze. Pokonaliśmy tego dnia 17 km. Za to w ostatni dzień naszego pobytu trzem uczestnikom zabrakło kilku kilometrów, więc postanowili przebyć drogę wokół jeziora Gowidlińskiego trwała ona dwie godziny. Ku naszemu zdziwieniu po pokonaniu 33 km. wspaniała trójka (Pan Śmigielski, nasz Prezes - BIZI oraz Myszk) miała mały niedosyt. Niestety przytrafił się nam też deszczowy dzień. Myśleliśmy, że będzie się nam nudziło, ale ksiądz miał dla nas miłą niespodziankę: karaoke oraz seans filmowy. Ten deszczowy i pochmurny dzień minął nam szybko i wesoło. Wśród tych wszystkich zabaw i atrakcji nie mogło, oczywiście, zabraknąć modlitwy. Uczestniczyliśmy codziennie w wieczornej mszy świętej, do której ochoczo służyliśmy. Było nam szczególnie miło uczestniczyć w tych mszach, bo mieliśmy okazję ponownie spotkać księdza prałata Franciszka Cybulę. Jak wiadomo, wszystko co miłe, szybko się kończy. I tak nadeszła ostatnia – „zielona” – noc. Ja osobiście całą przespałem, a kiedy się obudziłem, pomyślałem, że jestem chory, i że schodzi mi skóra z rąk. Trochę się przestraszyłem, ale na szczęście dowiedziałem się, że to tylko pasta do zębów. Koledzy opowiadali mi, że w nocy ksiądz Bogdan oraz dwóch tatusiów, opiekunów wysmarowali wszystkich i wszystko pastą (również klamki, włączniki światła, itp.). Było wielkie zamieszanie tym bardziej, że wmawiano im, że to oni wszędzie nabrudzili. Niestety nadszedł czas powrotu do domu. Bardzo żałowaliśmy, że tak szybko skończyła się nasza wspaniała przygoda. Dzięki temu wyjazdowi ja, jako kandydat na ministranta, zaprzyjaźniłem się z pozostałymi ministrantami, którzy okazali się bardzo dobrymi kolegami. Mam nadzieję, że w przyszłym roku również spędzimy z księdzem Bogdanem tak miło i wesoło zorganizowany obóz. Jeszcze raz w imieniu Nas wszystkich – Dzięki - za wszystko ks. Bogdanowi i dwóm Tatusiom Panu Krzysztofowi i Arkadiuszowi za mile i ciekawie spędzony czas. Jakub Śmigielski (kandydat na ministranta)
Jesli pragniesz zobaczyć zdjęcia są one w galerii na ministranckiej stronie internetowej: |



