Źródło: Gość Niedzielny 27/2015
www.gosc.pl
Czy kierowanie się głosem sumienia oznacza życie w zgodzie z własnymi przekonaniami?
Tadeusz Bartoś opublikował w 2007 r. książkę pt. „Wolność, równość, katolicyzm”. Strona jej poświęcona w folderze wydawniczym zaczyna się opisem książki i jej kontekstu przez wydawcę: „Kiedy w 2003 roku Tadeusz Bartoś publikował w »Gazecie Wyborczej« pierwszy tekst o sumieniu, nikt się nie spodziewał tak żywego oddźwięku. Niektórzy duchowni odczuli niepokój – wezwanie, by każdy trzymał się własnego sumienia bardziej niż opinii Kościoła, graniczyło z herezją. Po drugiej stronie znaleźli się ci, dla których ten artykuł okazał się źródłem ulgi w duchowych cierpieniach. Od kilku lat w publikacjach i wywiadach Bartoś prezentuje krytyczny stosunek do wielu zjawisk w Kościele i do nauczania Kościoła na przykład w odniesieniu do mniejszości seksualnych. Pisze o roli sumienia i przepisów kościelnych w życiu chrześcijanina”.
Potem następuje fragment wstępu książki pióra Bartosia, m.in.: „teksty są świadectwem moich duchowych poszukiwań. Są one swoistym wołaniem o wiarę w człowieka”. Bartoś powołuje się tu na Tomasza z Akwinu, którego antropologia – jak pisze – pozwalała Akwinacie „oświadczyć, że człowiek ma być wierny zawsze osądowi własnego sumienia, nawet gdyby miało oznaczać to błąd i czynienie zła, nawet odejście od katolickiej wiary”. I na końcu biogram autora, który kończy się zdaniem: „Opuścił Zakon Kaznodziejski 25 stycznia 2007 roku”. • • • Joseph Ratzinger, tekst sprzed pół wieku: „Błędna jest powszechna informacja, iż każdy musi żyć zgodnie z własnymi przekonaniami i zostanie zbawiony ze względu na swą w ten sposób udowodnioną »sumienność«. Jakże to? Czy na przykład heroizm esesmana, okrutna skrupulatność jego wypaczonego sumienia, może być swoistym votum ecclesiae? Nigdy! Ten dobitny przykład jasno pokazuje całą problematyczność tego twierdzenia i jego przesłanki. Utożsamiając bowiem głos sumienia z takimi lub innymi przekonaniami, które rodzi dany status społeczny i polityczny, doprowadza ono do przeświadczenia, że człowiek zbawia się przez sumienne stosowanie się do owego systemu, w którym się znajduje albo do którego się w jakiś sposób przyłączył. Sumienie ulega degeneracji i staje się skrupulatnością, a dany system »drogą zbawienia«.
Brzmi to ludzko i szlachetnie, gdy w tym duchu mówi się, że chcąc się zbawić, muzułmanin musi być »dobrym muzułmaninem« (co to właściwie znaczy?), hindus dobrym hindusem i tak dalej. Czy jednak nie należałoby wtedy powiedzieć także, że kanibal musi być »dobrym kanibalem«, a przekonany esesman esesmanem w pełnym tego słowa znaczeniu? Jest jasne: coś tu się nie zgadza”. • • • To również Ratzinger, słowa z roku 1980: „Sumienie – właściwie rozumiane – nie jest apoteozą nie podlegającego kwestionowaniu subiektywizmu; jest uświadomieniem sobie przez każdego człowieka, że w swoim bycie jest on zdany na Boga. Dlatego też sumienie jest, z jednej strony, istotnym organem wolności człowieka, ponieważ zawiera w sobie bezpośrednią więź człowieka z Bogiem i (…) zakreśla granice wszelkich autorytetów zewnętrznych. Jednocześnie jednak jest wyrazem specyficznej istoty wolności stworzonej, wyrazem tego, że ludzka egzystencja nie jest czymś dowolnym i że nie są wcale dowolne, nałożone na nią więzy.
Tu, w głębi istoty człowieczej, wolność i więzy stają się tożsame. Zadaniem Kościoła jest ostatecznie nie co innego, jak służenie czujnemu odbieraniu woli Bożej przez sumienie; sprawianie, by sumienie słuchało, było czyste i wolne, i by człowiek wnikał w siebie, prowadzony przez Kościół do Boga. Tam, gdzie autorytet Kościoła spełnia swoje zadanie, a sumienie jest czyste, znika antynomia między wolnością a więzami”. • • • Według katolickiej nauki istnieją dwie płaszczyzny sumienia, rozróżnialne, ale w dobrej praktyce nierozłączne...