1 kwietnia
Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!
Dzisiaj wspólnie odczytujemy szóste błogosławieństwo, które obiecuje oglądanie Boga, którego warunkiem jest czystość serca.
Jeden z psalmów mówi: „O Tobie mówi moje serce: «Szukaj Jego oblicza!» Szukam, o Panie, Twojego oblicza; swego oblicza nie zakrywaj przede mną” (27, 8-9).
Język ten ukazuje pragnienie osobistej relacji z Bogiem, nie mechanicznej, nie trochę zamglonej, lecz osobowej, jako znak szczerej relacji wyraża również Księga Hioba: „Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem,” (Hi 42, 5). Często myślę, że jest to droga życia w naszej relacji z Bogiem. Znamy Boga ze słyszenia, ale poprzez nasze doświadczenie stale idziemy naprzód i w końcu poznajemy Go bezpośrednio, jesteśmy wierni - to właśni jest dojrzałością ducha.
Jak dojść do tej zażyłości, do poznania Boga wzrokiem? Możemy na przykład pomyśleć o uczniach z Emaus, którzy mieli Pana Jezusa obok siebie, „lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali” (Łk 24,16). Pan otworzy ich oczy na końcu drogi, której szczytem jest łamanie chleba, a zaczyna się od upomnienia: „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy!” (Łk 24, 25) – to upomnienie, które ma miejsce na początku. Oto źródło ich ślepoty: serce nierozumne i opieszałe, a kiedy serce jest nierozumne i opieszałe nie widzi się pewnych spraw. Widać je jedynie, jakby zamglone.
Na tym polega mądrość tego błogosławieństwa: aby móc kontemplować, trzeba wejść w siebie i uczynić miejsce dla Boga, ponieważ, jak mówi św. Augustyn, „Bóg jest bardziej wewnątrz mnie, niż to, co najbardziej osobiste” („interior intimo meo”: Wyznania, III,6,11). Aby zobaczyć Boga, nie trzeba zmieniać okularów ani punktu widzenia, czy też zmieniać autorów teologicznych, uczących mnie drogi, ale trzeba uwolnić serce z jego złudzeń! To jedyna droga.
Dojrzewanie rozstrzygające to zdanie sobie sprawy, że nasz najgorszy wróg jest często ukryty w naszym sercu. Najszlachetniejsza walka toczy się przeciwko wewnętrznym złudzeniom, zrodzonym przez nasze grzechy. Grzechy zmieniają bowiem wzrok wewnętrzny. Zmieniają ocenę rzeczywistości, ukazują tobie rzeczy, które nie są prawdziwe, albo które przynajmniej nie są nazbyt prawdziwe.
Zatem ważne jest zrozumienie czym jest „czystość serca”. Aby to uczynić, musimy pamiętać, że dla Biblii serce polega nie tylko na uczuciach, ale jest najbardziej intymnym miejscem człowieka, wewnętrzną przestrzenią, w której osoba jest sobą. Tak to postrzega mentalność biblijna.
Ta sama Ewangelia św. Mateusza mówi: „Jeśli światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność!!” (6,23). To „światło” jest spojrzeniem serca, perspektywą, syntezą, punktem, z którego odczytuje się rzeczywistość (por. Evangelii gaudium, 143).
Ale cóż oznacza serce „czyste”? Człowiek czystego serca żyje w obecności Pana, zachowując w sercu to, co jest godne relacji z Nim; tylko w ten sposób posiada życie „zjednoczone”, prostolinijne, nie pokrętne, lecz proste.
Oczyszczone serce jest więc wynikiem procesu, który zakłada wyzwolenie i wyrzeczenie. Człowiek czystego serca takim się nie rodzi, doświadczył wewnętrznego uproszczenia, ucząc się wyrzeczenia w sobie zła, co w Biblii nazywa się obrzezaniem serca (por. Pwt 10, 16; 30, 6; Ez 44, 9; Jr 4, 4).
To wewnętrzne oczyszczenie oznacza rozpoznanie tej części serca, która jest znajduje się pod wpływem zła, uświadomienie sobie, że odczuwam w ten sposób, myślę w ten sposób, widzę w ten sposób i że jest to wstrętne, rozpoznanie tego co okropne, tego, co przysłonięte jest złem. aby nauczyć się sztuki poddania się pouczaniu i prowadzeniu przez Ducha Świętego. Droga od serca chorego, grzesznego, niezdolnego do właściwego postrzegania rzeczywistości, ponieważ obciążone jest grzechem i wieloma innymi sprawami, do pełni światła serca jest dziełem Ducha Świętego. To On nas prowadzi, by przejść tę drogę. Zatem poprzez tę drogę serca, dochodzimy do „oglądania Boga”.
W tej wizji uszczęśliwiającej istnieje wymiar przyszłości, eschatologiczny, jak we wszystkich błogosławieństwach: jest to radość Królestwa Niebieskiego, ku której zmierzamy. Ale jest też inny wymiar: oglądać Boga oznacza rozumieć plany Opatrzności w tym, co się nam przydarza, rozpoznawać Jego obecność w sakramentach, w naszych braciach, zwłaszcza ubogich i cierpiących, i rozpoznawać Go tam, gdzie się On ukazuje (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 2519).
To błogosławieństwo jest poniekąd owocem poprzednich: jeśli usłuchaliśmy pragnienia dobra, które w nas mieszka i jesteśmy świadomi, że żyjemy miłosierdziem, to rozpoczyna się droga wyzwolenia, która trwa przez całe życie i prowadzi nas do nieba. To poważna praca, dzieło, którego dokonuje Duch Święty, jeśli czynimy dla niego miejsce, aby tego dokonał, jeśli jesteśmy otwarci na działanie Ducha Świętego i z tego powodu możemy powiedzieć, że jest to dzieło Boga w nas - w próbach i oczyszczeniach życia. To dzieło Boga, Ducha Świętego prowadzi do wielkiej radości, do prawdziwego pokoju. Nie lękajmy się, otwórzmy drzwi naszego serca na Ducha Świętego, aby nas oczyścił i prowadził nas naprzód na tej drodze ku pełnej radości. Dziękuję.
15 kwietnia
Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!
Dzisiejsza katecheza jest poświęcona siódmemu błogosławieństwu tych, którzy „wprowadzają pokój”, i zostają ogłoszeni dziećmi Bożymi. Cieszę się, że przypada ona zaraz po Wielkanocy, ponieważ pokój Chrystusa jest owocem Jego śmierci i zmartwychwstania, jak usłyszeliśmy w czytaniu z listu świętego Pawła. Aby zrozumieć to błogosławieństwo, musimy wyjaśnić znaczenie słowa „pokój”, które może być niewłaściwie zrozumiane albo zubożone.
Musimy dokonać wyboru między dwoma pojęciami pokoju: pierwszym z nich jest idea biblijna, gdzie pojawia się piękne słowo szalom, które wyraża obfitość, rozkwit, dobrobyt. Kiedy w języku hebrajskim życzymy szalom, to znaczy, że życzymy pięknego, pełnego, dostatniego życia, ale także zgodnego z prawdą i sprawiedliwością, które wypełnią się w Mesjaszu, księciu pokoju (por. Iz 9,6; Mk 5,4-5).
Jest też inny, powszechniejszy sens, w którym słowo „pokój” jest rozumiane jako rodzaj wewnętrznego spokoju - jestem spokojny, pogodzony. Jest to pojęcie współczesne, psychologiczne i bardziej subiektywne. Zazwyczaj uważa się, że pokój to cisza, harmonia, równowaga wewnętrzna. To drugie znaczenie jest niepełne i nie może być absolutyzowane, ponieważ w życiu niepokój może być ważnym momentem rozwoju. Wiele razy sam Pan zasiewa w nas niepokój, abyśmy wyszli na spotkanie z Nim, byśmy Go znaleźli. W tym sensie jest to ważne wydarzenie rozwoju. Może się natomiast zdarzyć, że spokój wewnętrzny odpowiada sumieniu zmanipulowanemu, a nie prawdziwemu wyzwoleniu duchowemu. Wielokrotnie Pan musi być „znakiem sprzeciwu” (por. Łk 2, 34-35), wstrząsając naszymi fałszywymi pewnikami, aby doprowadzić nas do zbawienia. I w danej chwili może się nam zdawać, że nie mamy pokoju, ale to Pan stawia nas na tej drodze, byśmy osiągnęli pokój, który On sam nas obdarzy.
W tym miejscu musimy pamiętać, że Pan rozumie swój pokój jako odmienny od ludzkiego, od pokoju świata, kiedy mówi: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję” (J 14, 27). Pokój Jezusa jest odmienny od tego światowego.
Zadajmy sobie pytanie: w jaki sposób świat daje pokój? Jeśli pomyślimy o konfliktach wojennych, to wojny zazwyczaj kończą się na dwa sposoby: albo porażką jednej z dwóch stron, albo traktatami pokojowymi. Możemy jedynie życzyć i modlić się, aby zawsze obierano tę drugą drogę. Musimy jednak wziąć pod uwagę, że historia jest niekończącą się serią traktatów pokojowych, którym zaprzeczają kolejne wojny lub przekształcanie się tych samych wojen i prowadzenie ich na inne metody lub w innych miejscach. Także w naszych czasach toczy się według odmiennych scenariuszy i na różne sposoby wojna „w kawałkach”[1]. Musimy co najmniej podejrzewać, że w ramach globalizacji, która opiera się głównie na interesach gospodarczych, „pokój” jednych odpowiada „wojnie” innych. To nie jest pokój Chrystusowy!
Jak natomiast Pan Jezus „daje” swój pokój? Słyszeliśmy, że św. Paweł mówił, iż pokój Chrystusowy to „uczynić obie części [ludzkości] jednością” (por. Ef 2, 14), odrzucić wrogość i pojednać się. Zaś drogą wypełnienia tego dzieła pokoju jest Jego ciało. On bowiem jedna wszystko z sobą i wprowadza pokój przez krew swego krzyża, jak mówi w innym miejscu ten sam Apostoł (por. Kol 1, 20).
Zadajmy zatem sobie pytanie: kim są ci, którzy „wprowadzają pokój”? Siódme błogosławieństwo jest najbardziej aktywne, wyraźnie praktyczne. Wyrażenie słowne jest podobne do tego użytego w pierwszym wersecie Biblii w odniesieniu do stworzenia i wskazuje na inicjatywę i trud. Miłość ze swej natury jest kreatywna, jest zawsze twórcza i szuka pojednania za wszelką cenę. Synami Bożymi nazywani są ci, którzy nauczyli się sztuki pokoju i ją praktykują, wiedzą, że nie ma pojednania bez daru swojego życia i że zawsze i mimo wszystko należy dążyć do pokoju. Zawsze i mimo wszystko! Nie zapominajmy o tym: w ten sposób trzeba do niego dążyć. To nie jest dzieło samodzielne, owoc własnych zdolności, ale to przejaw łaski otrzymanej od Chrystusa, który jest naszym pokojem i który uczynił nas dziećmi Bożymi.
Prawdziwy szalom i prawdziwa równowaga wewnętrzna wypływają z Chrystusowego pokoju, który pochodzi z Jego krzyża i rodzi nową ludzkość, ucieleśnioną w nieskończonej liczbie świętych mężczyzn i kobiet, pomysłowych, kreatywnych, którzy wymyślili coraz to nowe drogi, by miłować. Święci, święte czyniący pokój. To życie jako dzieci Boże, które przez krew Chrystusa szukają i znajdują swoich braci i siostry, jest prawdziwym szczęściem. Błogosławieni idący tą drogą.
Jeszcze raz wszystkim życzę dobrych Świąt Paschalnych, w pokoju Chrystusa! Dziękuję!
29 kwietnia
Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!
Wraz z dzisiejszą audiencją kończymy cykl katechez na temat ewangelicznych błogosławieństw. Jak słyszeliśmy, w ostatnim z nich głoszona jest eschatologiczną radość prześladowanych dla sprawiedliwości.
To błogosławieństwo zapowiada to samo szczęście, jak pierwsze: królestwo niebieskie należy do prześladowanych, tak jak do ubogich w duchu; rozumiemy więc, że dotarliśmy do końca spójnej drogi, wytyczonej w poprzednich zapowiedziach.
Ubóstwo w duchu, płacz, łagodność, pragnienie świętości, miłosierdzie, oczyszczenie serca i dzieła pokoju mogą prowadzić do prześladowań z powodu Chrystusa, ale to prześladowanie w końcu jest przyczyną radości i wspaniałej nagrody w niebie. Droga błogosławieństw jest pielgrzymką paschalną, która prowadzi od życia według świata do życia według Boga, od egzystencji wyznaczanej przez ciało - to znaczy przez egoizm - do życia prowadzonego przez Ducha.
Świat, ze swoimi bożkami, kompromisami i priorytetami, nie może aprobować tego rodzaju życia. „Struktury grzechu”[1], często wytwarzane przez ludzką mentalność, tak obce Duchowi prawdy, że świat nie może ich przyjąć (por. J 14, 17), mogą jedynie odrzucić ubóstwo lub łagodność czy czystość i uznać życie według Ewangelii za błąd i problem, a zatem za coś, co należy usunąć na margines –tak myśli świat – „Są to idealiści, fanatycy” – tak oni myślą.
Jeśli świat żyje w uzależnieniu od pieniędzy, to każdy, kto ukazuje, że życie możne spełnić się w darze i wyrzeczeniu staje się nieznośnym dla systemu zachłanności. Kiedy pojawia się świętość i ujawnia się życie dzieci Bożych, to w tym pięknie jest coś niewygodnego, co wymaga zajęcia stanowiska: albo zgodzić się na poddanie swojego życia w wątpliwość i otworzyć się na dobro, albo odrzucić to światło i zaskorupić serce, aż po sprzeciw i zaciekłość (por. Mdr 2, 14-15). Zwraca uwagę, że w prześladowaniach męczenników wrogość narasta aż po zaciekłość. Wystarczy spojrzeć na prześladowania minionego wieku dyktatur europejskich: jak dochodzi do zaciekłości przeciwko chrześcijanom, przeciwko świadectwu chrześcijańskiemu i przeciw heroizmowi chrześcijan.
Pokazuje to jednak, że dramat prześladowań jest także miejscem wyzwolenia z jarzma sukcesu, próżnej chwały i kompromisów świata. Czym się raduje ktoś odrzucony przez świat z powodu Chrystusa? Z tego, że znalazł coś wartego więcej niż cały świat. „Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?” (Mk 8,36).
Z bólem trzeba przypomnieć, że w tej chwili wielu chrześcijan doznaje prześladowań w różnych regionach świata i musimy mieć nadzieję i modlić się, aby ich ucisk ustał jak najszybciej. Jest ich wielu. Jest dzisiaj więcej męczenników niż w pierwszych wiekach. Wyraźmy tym braciom i siostrom naszą bliskość: jesteśmy jednym ciałem, a ci chrześcijanie są krwawiącymi członkami Ciała Chrystusa, którym jest Kościół.
Ale musimy też uważać, aby nie odczytywać tego błogosławieństwa tak, jak byśmy czynili z siebie ofiarę, użalając się nad sobą. Nie zawsze bowiem wzgarda od ludzi jest synonimem prześladowania: wręcz nieco później Jezus mówi, że chrześcijanie są „solą ziemi” i przestrzega przed „utratą smaku”, w przeciwnym razie sól „na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi” (Mt 5, 13). Istnieje zatem również pogarda, będąca naszą winą, gdy tracimy smak Chrystusa i Ewangelii.
Musimy być wierni pokornej drodze Błogosławieństw, ponieważ to właśnie ona prowadzi do bycia z Chrystusa, a nie ze świata. Warto pamiętać o drodze św. Pawła: kiedy myślał, że jest człowiekiem sprawiedliwym, był w istocie prześladowcą, ale kiedy odkrył, że jest prześladowcą, stał się człowiekiem miłości, który z radością stawiał czoła cierpieniom prześladowań, jakich doznawał (por. Kol 1, 24).
Wykluczenie i prześladowanie, jeśli Bóg obdarzy nas tą łaską, upodabniają nas do Chrystusa ukrzyżowanego, i łącząc nas z Jego męką, są przejawem nowego życia. To życie jest takie samo, jak życie Chrystusa, który dla nas, ludzi i dla naszego zbawienia został „wzgardzony i odrzucony przez ludzi” (por. Iz 53, 3; Dz 8, 30-35). Przyjęcie Jego Ducha może nas doprowadzić do tego, że będziemy mieli tak dużo miłości w naszych sercach, że ofiarujemy nasze życie dla świata, nie godząc się na kompromisy z jego ułudami i akceptując jego odrzucenie. Zagrożeniem są kompromisy ze światem. Chrześcijanin zawsze staje przed pokusą kompromisów ze światem, z duchem świata. To niegodzenie się na kompromisy i pójcie drogą Jezusa Chrystusa jest życiem królestwa Niebieskiego, największą radością, prawdziwym szczęściem. Ponadto w prześladowaniach jest zawsze obecność Jezusa, który nam towarzyszy, obecność Jezusa, który nas pociesza i moc Ducha, który pomaga nam iść naprzód. Nie zrażajmy się, kiedy konsekwentne życie Ewangelią przyciąga prześladowanie od ludzi. Obecny jest wówczas Duch Święty, który wspiera nas na tej drodze.