10 kwietnia 2020

Katechezy papieża Franciszka o błogosławieństwach (2)

19 lutego

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W dzisiejszej katechezie napotykamy trzecie z ośmiu błogosławieństw Ewangelii Mateusza: „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię” (Mt 5,5).

Używany tutaj termin „cisi” dosłownie oznacza słodki, grzeczny, łagodny, wolny od przemocy. Łagodność przejawia się w chwilach konfliktu. Można wówczas zobaczyć, jak reagujemy na sytuację nieprzyjazną. Każdy może wydawać się łagodny, gdy wszystko jest spokojne, ale jak reaguje „pod presją”, jeśli jest atakowany, obrażany i napadnięty?

W jednym z fragmentów św. Paweł przywołuje „cichość i łagodność Chrystusa” (2 Kor 10,1). Z kolei św. Piotr przypomina postawę Jezusa podczas męki: nie odpowiadał i nie złorzeczył, ponieważ „oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie” (1 P 2,23). Łagodność Jezusa widać szczególnie w Jego męce.

W Piśmie Świętym słowo „cichy” wskazuje także na tego, kto nie ma własności ziemskiej. Dlatego uderza nas fakt, że trzecie błogosławieństwo mówi właśnie, iż cisi „na własność posiądą ziemię”.

W istocie to błogosławieństwo cytuje Psalm 37, którego wysłuchaliśmy na początku katechezy. Również tam wiąże się łagodność z posiadaniem ziemi. Te dwie rzeczy, gdy się nad tym zastanowić, wydają się nie do pogodzenia. Istotnie posiadanie ziemi jest typowym obszarem konfliktu: często walczy się o jakieś terytorium, aby uzyskać panowanie na pewnym obszarze. W wojnach najsilniejszy zwycięża i podbija inne ziemie.

Ale spójrzmy uważnie na czasownik zastosowany do wskazania posiadania cichych: nie zdobywają oni ziemi, to błogosławieństwo nie mówi: „Błogosławieni cisi, bo zdobędą ziemię”, ale „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię”, ją „odziedziczą”. W Piśmie Świętym czasownik „odziedziczyć” ma jeszcze wspanialsze znaczenie. Lud Boży nazywa ziemię Izraela, która jest Ziemią Obietnicy.

Ta ziemia jest obietnicą i darem dla ludu Bożego i staje się znakiem czegoś znacznie wspanialszego, niż zwykłe terytorium. Istnieje „ziemia” – wybaczcie grę słowami – jaką jest Niebo, to znaczy ziemia, do której podążamy: nowe niebo i ziemia nowa, do której idziemy (por. Iz 65:17; 66,22; 2 P 3,13; Ap 21,1).

Zatem cichy jest tym, który „dziedziczy” najbardziej wzniosłe z terytoriów. Nie jest tchórzem, „chwiejnym”, który znajduje sobie pokrętną moralność, by nie popaść w tarapaty. Wręcz przeciwnie! Jest osobą, która otrzymała spadek i nie chce go rozproszyć. Cichy nie jest osobą niefrasobliwą, ale jest uczniem Chrystusa, który nauczył się bronić zupełnie innej ziemi. Broni swego pokoju, broni swojej relacji z Bogiem i Jego darów, darów Boga strzegąc miłosierdzia, braterstwa, zaufania, nadziei. Osoby ciche są bowiem ludźmi miłosiernymi, braterskimi, ufnymi, ludźmi obdarzonymi nadzieją.

Tutaj musimy wspomnieć o grzechu gniewu, który jest przeciwieństwem łagodności, gwałtownym ruchu, którego popęd wszyscy znamy. Któż się czasami nie zezłościł? – Wszyscy. Musimy odwrócić błogosławieństwo i zadać sobie pytanie: ile rzeczy zniszczyliśmy poprzez gniew? Ile rzeczy straciliśmy? Chwila gniewu może zniszczyć wiele rzeczy; tracimy samoopanowanie i nie doceniamy tego, co jest naprawdę ważne, i możemy zniszczyć relację z bratem, czasem bez zaradzenia tej sytuacji. Z powodu gniewu wielu braci już ze sobą nie rozmawia. Oddalają się od siebie nawzajem. To przeciwieństwo cichości. Cichość gromadzi, gniew oddziela.

Natomiast cichość zdobywa wiele rzeczy. Cichość potrafi podbić serce, ocalić przyjaźnie i wiele więcej, ponieważ ludzie się denerwują, ale potem się uspokajają, przemyślą, odpuszczają, i w ten sposób z łagodnością można odbudować relacje.

„Ziemią” którą trzeba zdobyć cichością jest zbawienie tego brata, o którym mówi Ewangelia Mateusza: „Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata” (Mt 18,15). Nie ma piękniejszej ziemi, niż serce drugiego – pomyślmy o tym - nie ma piękniejszej ziemi, niż serce drugiego, nie ma piękniejszego terytorium do osiągnięcia, niż pokój z bratem. Jest to ziemia, którą mamy przyjąć w dziedzictwo przez łagodność! Dziękuję.

11 marca

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Podczas dzisiejszej audiencji kontynuujemy rozważanie wspaniałej drogi szczęścia, jaką Pan nam przekazał w Błogosławieństwach, i dochodzimy do czwartego: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni” (Mt 5,6).

Już napotkaliśmy ubóstwo w duchu i płacz; teraz mamy do czynienia z innym rodzajem słabości, która związana jest z głodem i pragnieniem. Głód i pragnienie są potrzebami podstawowymi, dotyczą przetrwania. Należy to podkreślić: tutaj nie chodzi o pragnienie ogólnikowe, ale o potrzebę żywotną i potrzebę codzienną, taką jak pożywienie.

Ale co to znaczy być głodnym i spragnionym sprawiedliwości? Z pewnością nie mówimy o tych, którzy chcą zemsty, wręcz przeciwnie, w poprzednim błogosławieństwie mówiliśmy o łagodności. Z pewnością niesprawiedliwość krzywdzi ludzkość. Ludzkie społeczeństwo pilnie potrzebuje równości, prawdy i sprawiedliwości społecznej. Pamiętajmy, że zło doznawane przez kobiety i mężczyzn świata dociera do serca Boga Ojca. Któryż ojciec nie bolałby z powodu cierpienia swoich dzieci?

Pismo Święte mówi o cierpieniu biednych i uciskanych, które Bóg zna i podziela. Ponieważ Bóg wysłuchał wołania uciemiężenia wznoszonego przez synów Izraela - jak mówi Księga Wyjścia (por. 3, 7-10) - zstąpił, aby wyzwolić swój lud. Ale głód i pragnienie sprawiedliwości, o którym mówi nam Pan są jeszcze głębsze niż uprawniona potrzeba ludzkiej sprawiedliwości, którą każdy człowiek nosi w swoim sercu.

W tym samym „Kazaniu na górze”, nieco dalej, Jezus mówi o sprawiedliwości większej niż prawo człowieka lub osobista doskonałość mówiąc: „Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 5,20). Jest to sprawiedliwość, która pochodzi od Boga (por. 1 Kor 1,30).

W Piśmie Świętym znajdujemy wyrazy pragnienia głębszego niż to fizyczne, które jest pragnieniem umieszczonym u podstaw naszej istoty. Psalm mówi: „Boże, Ty Boże mój, Ciebie szukam; Ciebie pragnie moja dusza, za Tobą tęskni moje ciało, jak ziemia zeschła, spragniona, bez wody” (Ps 63, 1). Ojcowie Kościoła mówią o tym niepokoju, jaki zamieszkuje w sercu człowieka. Święty Augustyn powiada: „Stworzyłeś nas (...) jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie” [1]. Istnieje pragnienie wewnętrzne, głód wewnętrzny, pewien niepokój.

W każdym sercu, nawet w osobie najbardziej zepsutej i dalekiej od dobra kryje się tęsknota za światłem, nawet jeśli znajduje się pod gruzami ułud i błędów, ale zawsze istnieje pragnienie prawdy i dobra, które jest pragnieniem Boga. To pragnienie wzbudza Duch Święty: On jest żywą wodą, która ukształtowała nasz pył, On jest stwórczym tchnieniem, który obdarzył go życiem.

Z tego powodu Kościół jest posłany, aby wszystkim głosić Słowo Boże przeniknięte Duchem Świętym. Ewangelia Jezusa Chrystusa jest bowiem największą sprawiedliwością, jaką można dać sercu ludzkości, która jej potrzebuje, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy [2].

Na przykład, gdy mężczyzna i kobieta się pobierają, zamierzają uczynić coś wspaniałego i pięknego, a jeśli zachowują to pragnienie żywe, to zawsze znajdą drogę by iść naprzód pośród problemów, z pomocą Bożej łaski. Również ludzie młodzi posiadają ten głód i nie powinni go utracić! Trzeba chronić i pielęgnować w sercach dzieci to pragnienie miłości, czułości, akceptacji, które wyrażają w swoich szczerych i wspaniałych porywach.

Każda osoba jest wezwana do ponownego odkrycia tego, co naprawdę się liczy, czego tak naprawdę potrzebuje, co czyni życie dobrym, a jednocześnie tego, co jest drugorzędne, bez czego z łatwością można się obejść.

Jezus ogłasza w tym błogosławieństwie, że istnieje takie pragnienie, które nie będzie zawiedzione; pragnienie, które, jeśli za nim pójdziemy zostanie nasycone i zawsze doprowadzi do pomyślnego końca, ponieważ odpowiada ono sercu samego Boga, Jego Ducha Świętego, który jest miłością, a także na ziarno, które Duch Święty zasiał w naszych sercach. Niech Pan da nam tę łaskę, abyśmy mieli o pragnienie sprawiedliwości, które jest właśnie pragnieniem spotkania Go, widzenia Boga i czynienia dobra innym. Dziękuję.

18 marca

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Zastanawiamy się dzisiaj nad piątym błogosławieństwem, które mówi: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5,7). Jest w tym błogosławieństwie pewna cecha szczególna: tylko w nim w przyczyna i owoc szczęścia są ze sobą tożsame – w miłosierdziu. Ci, którzy pełnią uczynki miłosierdzia, znajdą miłosierdzie, dostąpią miłosierdzia.

Ów temat wzajemności przebaczenia jest obecny nie tylko w tym błogosławieństwie, ale wielokrotnie się powtarza w Ewangelii. I jakże mogłoby być inaczej? Miłosierdzie jest sercem samego Boga! Jezus mówi: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone” (Łk 6,37). Zawsze ta sama wzajemność. A List św. Jakuba stwierdza, że „miłosierdzie odnosi triumf nad sądem” (2,13).

Ale przede wszystkim w Ojcze nasz modlimy się: „Przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili” (Mt 6, 12); i ta prośba jest jedyną powtórzoną na końcu: „Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień” (Mt 6, 14-15; por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 2838).

Istnieją dwie rzeczy, których nie można od siebie oddzielać: przebaczenie innym i to, które otrzymujemy. Ale wiele osób przeżywa trudności, nie potrafi przebaczyć. Często wyrządzona krzywda jest tak wielka, że przebaczenie wydaje się jak wspinanie na bardzo wysoką górę, to niezwykły wysiłek, czasami ktoś myśli: to niemożliwe.

Ten fakt wzajemności miłosierdzia wskazuje, że musimy odwrócić perspektywę, ale o własnych siłach nie potrafimy. Potrzebna jest Boża łaska i musimy o nią prosić. Jeśli bowiem piąte błogosławieństwo obiecuje, że dostąpimy miłosierdzia, a w „Ojcze nasz” prosimy o odpuszczenie naszych win, to oznacza, że zasadniczo jesteśmy dłużnikami i potrzebujemy dostąpienia miłosierdzia!

Wszyscy jesteśmy dłużnikami, wszyscy. Wobec Boga, który jest tak bardzo hojny oraz wobec braci. Każdy wie, że nie jest ojcem ani matką, jakim powinien być, małżonkiem czy żoną, bratem lub siostrą, jakim powinni być. Wszyscy jesteśmy w życiu na deficycie i potrzebujemy miłosierdzia. Wiemy, że nawet jeśli nie popełniliśmy zła, to zawsze czegoś brakuje dobru, które powinniśmy czynić.

Ale właśnie to nasze ubóstwo staje się siłą, by przebaczać! Jesteśmy dłużnikami i jeśli, jak usłyszeliśmy na początku, odmierzą nam taką miarą, jaką my mierzymy innych (por. Łk 6, 38), to wówczas powinniśmy poszerzyć tę miarę i wybaczyć winy, przebaczyć. Każdy musi pamiętać, że potrzebuje przebaczenia i cierpliwości; oto tajemnica miłosierdzia: przebaczając drugiemu otrzymujemy przebaczenie.

Zatem Bóg nas uprzedza i przebacza nam jako pierwszy (por. Rz 5, 8). Otrzymując Jego przebaczenie, my z kolei stajemy się zdolni, by przebaczyć innym. Tak więc nasza nędza i brak sprawiedliwości stają się okazją do otwarcia się na królestwo niebieskie, na większą miarę, miarę Boga, która jest miłosierdziem.

Skąd pochodzi nasze miłosierdzie? Jezus powiedział nam: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6, 36). Im bardziej przyjmujemy miłość Ojca, tym bardziej miłujemy (por. KKK, 2842).

Miłosierdzie nie jest jednym spośród wielu z wymiarów, ale stanowi centrum życia chrześcijańskiego: nie ma chrześcijaństwa bez miłosierdzia [1]. Jeśli całe nasze chrześcijaństwo nie prowadzi nas do miłosierdzia, obraliśmy błędną drogę, ponieważ miłosierdzie jest jedynym prawdziwym celem każdej drogi duchowej. Jest ono jednym z najpiękniejszych owoców miłości (por. KKK 1829).

Pamiętam, że ten temat miłosierdzia został obrany na pierwsze rozważanie przed modlitwą „Anioł Pański”, który miałem wygłosić jako papież. Odniosłem wrażenie, które wpisało się w mojej serce, że to orędzie powinienem zawsze głosić, orędzie, które powinno brzmieć codziennie. Tego dnia miałem też okazję zareklamować dopiero co wydaną książkę kard. Waltera Kaspera o miłosierdziu. Odczułem wówczas z wielką siłą, że to orędzie muszę przekazać jako Biskup Rzymu: proszę was praktykujcie miłosierdzie, przebaczenie.

Miłosierdzie Boże jest naszym wyzwoleniem i naszym szczęściem. Żyjemy miłosierdziem i nie możemy sobie pozwolić, aby być bez miłosierdzia. Jest to powietrze, którym winniśmy oddychać. Jesteśmy zbyt biedni, aby stawiać warunki, musimy przebaczać, bo potrzebujemy, by nam odpuszczono.

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
75 0.025161981582642