27 marca 2020

KATECHEZY PAPIEŻA FRANCISZKA O BŁOGOSŁAWIEŃSTWACH (1)

Audiencja powszechna - 29 stycznia

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj rozpoczynamy serię katechez o Błogosławieństwach w Ewangelii św. Mateusza (5, 1-11). Tekst ten rozpoczyna „Kazanie na Górze”, który prowadził życie ludzi wierzących, a także wielu niewierzących. Trudno nie być poruszonym tymi słowami Jezusa i słuszne jest pragnienie ich coraz pełniejszego zrozumienia i przyjęcia. Błogosławieństwa zawierają „dowód tożsamości” chrześcijanina, ponieważ przedstawiają rysy oblicza samego Jezusa, Jego styl życia.

Teraz spojrzymy na te słowa Jezusa w sposób ogólny. W następnych katechezach skomentujemy poszczególne Błogosławieństwa, jedno po drugim.

Przede wszystkim ważne jest, jak dokonała się proklamacja tego orędzia: Jezus, widząc tłumy idące za nim, wspiął się po łagodnym zboczu otaczającym jezioro Galilejskie, usiadł i, zwracając się do swoich uczniów, ogłosił Błogosławieństwa. Zatem przesłanie jest skierowane do uczniów, ale na horyzoncie są tłumy, czyli cała ludzkość. Jest to orędzie dla całego rodzaju ludzkiego.

Ponadto „góra” odnosi się do Synaju, gdzie Bóg dał Mojżeszowi „dziesięć słów”. Tym razem jednak nie dzieje się to pośród strasznej burzy, ale można poczuć uroczą siłę Dobrej Nowiny. Jezus zaczyna nauczać nowego prawa: aby być ubogim, łagodnym, miłosiernym ... Te „nowe przykazania” to coś znacznie więcej niż normy. Istotnie Jezus niczego nie narzuca, ale objawia drogę szczęścia - Jego drogę - powtarzając osiem razy słowo „błogosławiony”. Wspaniale byłoby nauczyć się ich na pamięć, aby to prawo, które daje nam Jezus, było w naszej pamięci, w naszym sercu.

Każde Błogosławieństwo składa się z trzech części. Na początku zawsze jest słowo „błogosławieni”. Następnie pojawia się sytuacja, w której znajdują się błogosławieni: ubóstwo duchowe, utrapienie, głód, pragnienie sprawiedliwości i tak dalej; wreszcie jest motyw szczęścia, wprowadzony przez spójnik „albowiem”.

Zwróćmy uwagę na ten fakt: motywem błogosławieństwa nie jest obecna sytuacja, ale nowa kondycja, jaką błogosławieni otrzymują w darze od Boga: „albowiem do nich należy królestwo niebieskie”, „albowiem oni będą pocieszeni”, „albowiem oni na własność posiądą ziemię” i tak dalej.

W trzecim elemencie, który jest właśnie motywem szczęścia, Jezus często używa czasu przyszłego biernego: „będą pocieszeni”, „posiądą ziemię”, „będą nasyceni.”, „miłosierdzia dostąpią”, „będą nazwani synami Bożymi”.

Ale co znaczy słowo „błogosławiony”? Każde bowiem z ośmiu Błogosławieństw zaczyna się słowem „błogosławieni”. Pierwotny termin nie wskazuje na kogoś, kto ma pełny brzuch lub dobrze sobie radzi, ale jest to osoba, która znajduje się w stanie łaski, która dokonuje postępów w łasce Boga: cierpliwość, ubóstwo, służba dla innych, pociecha, która z tego wypływa: ci są szczęśliwi, tamci są szczęśliwi...

Bóg, by dać nam siebie, często obiera drogi niewyobrażalne, być może naszych ograniczeń, naszych łez, naszych porażek. Jest to radość paschalna, radość o której mówią bracia wschodni, ta, która posiada stygmaty, ale jest żywa, przeszła przez śmierć i doświadczyła mocy Bożej. Błogosławieństwa prowadzą ciebie ku radości. Zawsze, jest to droga prowadząca do radości. Warto byłoby dziś wziąć dzisiaj Ewangelię św. Mateusza, rozdział 5, wersety 1-11, i przeczytać Błogosławieństwa i może jeszcze kilka razy ponownie podczas tygodnia, by zrozumieć tę drogę bardzo piękną i bardzo pewną drogę szczęścia, jaką proponuje nam Pan. Dziękuję.

5 lutego

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Stajemy dzisiaj przed pierwszym z ośmiu Błogosławieństw Ewangelii św. Mateusza. Jezus zaczyna obwieszczać swoją drogę do szczęścia paradoksalną proklamacją: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (5,3). To zdumiewająca droga i dziwny przedmiot szczęścia-ubóstwo.

Musimy zadać sobie pytanie: co oznacza tutaj „ubogi”? Gdyby Mateusz użył tylko tego słowa, wówczas jego znaczenie byłoby jedynie ekonomiczne, to znaczy wskazywałoby na ludzi mających mało lub nie posilających wcale środków utrzymania i potrzebujących pomocy innych.

Ale Ewangelia Mateusza, w przeciwieństwie do Łukasza, mówi o „ubogich duchem”. Co to znaczy? Duch, zgodnie z Biblią, jest tchnieniem życia, które Bóg przekazał Adamowi. Jest to nasz najbardziej intymny wymiar, mówimy wymiar duchowym, który czyni z nas ludzi, to głęboki rdzeń naszego istnienia. Zatem „ubodzy w duchu” to ci, którzy są i czują się ubogimi, żebrakami, w głębi swej egzystencji. Jezus ogłasza ich błogosławionymi, ponieważ do nich należy królestwo niebieskie.

Ile razy mówiono nam coś przeciwnego! Musisz być czymś, być kimś ... Musisz wyrobić sobie nazwisko ... Stąd pochodzi samotność i nieszczęście: jeśli muszę być „kimś”, to konkuruję z innymi i żyję troszcząc się obsesyjnie o moje ego. Jeśli nie godzę się, aby być ubogim, to nienawidzę wszystkiego, co mi przypomina o mojej kruchości, bo ta kruchość przeszkadza mi w stawaniu się kimś ważnym, bogaczem.

Każdy stając przed sobą dobrze wie, że choć bardzo się stara, zawsze jest radykalnie niepełny i bezbronny. Nie ma makijażu, który pokrywałby tę bezbronność. Każdy z nas jest w swoim wnętrzu bezbronny. Powinien zobaczyć gdzie. Ale jakże źle się żyje, jeśli negujemy swoje ograniczenia! Osoby pyszne nie proszą o pomoc, nie mogą prosić o pomoc, nie potrafią prosić o pomoc, bo muszą wykazać się samowystarczalnością, a jakże wiele z nich potrzebuje pomocy, ale pycha przeszkadza, by prosić o pomoc. I jak trudno jest przyznać się do błędu i poprosić o wybaczenie! Gdy daję rady nowożeńcom pytających mnie o to, jak dobrze rozwijać swoje małżeństwo, mówię im, że są trzy magiczne słowa: czy mogę, dziękuję, przepraszam. Słowa te wypływają z ubóstwa. By nie byś natrętnym: czy mogę, czy myślisz, że warto to zrobić? Dialog w rodzinie, między małżonkami. Zrobiłeś to dla mnie: dziękuję, tego potrzebowałem. Dziękuję… Ponadto popełniamy błędy, upadamy… Przebacz. I zazwyczaj małżonkowie mówią mi, że to trzecie jest najtrudniejsze - proszenie o przebaczenie, o wybaczenie, bo człowiek pyszny tego nie jest w stanie uczynić, ma zawsze rację. Nie jest ubogi. Natomiast Pan nigdy nie przestaje przebaczać, ale my czasami przestajemy prosić o przebaczenie (por. Anioł Pański, 17 marca 2013 r.). Znużenie proszeniem o przebaczenie – to straszna choroba.

Dlaczego trudno prosić o przebaczenie? Ponieważ to upokarza nasz obłudny wizerunek. Jednak życie, gdy staramy się ukryć swoje braki, jest męczące i nieprzyjemne. Jezus Chrystus mówi nam: bycie ubogim jest szansą łaski; i pokazuje nam drogę wyjścia z tego mozołu. Zostało nam dane prawo, by być ubogimi w duchu, bo taka jest droga królestwa Bożego.

Należy jednak podkreślić jedną podstawową rzecz: nie musimy się zmieniać, by stać się ubogimi w duchu, bo już nimi jesteśmy! Wszyscy jesteśmy ubogimi duchowo, żebrakami, biedakami w duchu, wszystkiego potrzebujemy. Wszyscy jesteśmy ubogimi w duchu, jesteśmy żebrakami. Taka jest ludzka kondycja.

Królestwo Boże należy do ubogich w duchu. Są tacy, którzy mają królestwa tego świata: mają dobra i mają wygody. Ale te królestwa będą miały swój kres. Potęga ludzi, nawet największych imperiów, przemija i zanika. Wiele razy widzimy w gazetach czy wiadomościach telewizyjnych, że ów dyktator, silny rząd upadł. Wczoraj był, dziś już go nie ma. Bogactwa tego świata przemijają, także pieniądze. Starsi uczyli nas, że w całunie nie ma kieszeni. Nigdy nie widziałem, aby za procesją pogrzebową jechała ciężarówka na przeprowadzkę. Nikt nic ze sobą nie weźmie. Te bogactwa zostaną tutaj. Królestwo Boże należy do ubogich w duchu. Są tacy, którzy mają królestwa tego świata: mają dobra i mają wygody. Ale wiemy, jak się kończą.

Prawdziwie króluje ten, kto potrafi miłować prawdziwe dobro bardziej od siebie. To jest potęga Boga.

W czym Chrystus okazał się możny? Ponieważ potrafił uczynić to, czego nie czynią królowie ziemscy: oddać swe życie za ludzi. To jest prawdziwa potęga. Moc braterstwa, moc miłosierdzia, moc miłości, moc pokory. To uczynił Chrystus.

Na tym polega prawdziwa wolność. Kto ma tę moc pokory, służby, braterstwa - jest wolny. Tej wolności służy ubóstwo wychwalane przez Błogosławieństwa.

Istnieje bowiem ubóstwo, które musimy zaakceptować, ubóstwo naszego istnienia i ubóstwo, do którego musimy dążyć, to konkretne, od rzeczy tego świata, aby być wolnymi i abyśmy mogli miłować. Zawsze trzeba szukać wolności serca, tej która ma korzenie w ubóstwie nas samych. Dziękuję.

12 lutego

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Podjęliśmy drogę Błogosławieństw i dzisiaj skupiamy się na drugim: Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

W języku greckim, w którym napisana jest Ewangelia, to błogosławieństwo zostało wyrażone czasownikiem, nie [jak to jest po włosku- KAI] w stronie biernej, - bowiem błogosławieni nie doznają tego smutku - lecz w stronie czynnej: „smucą się”, płaczą ale w swoim wnętrzu. Chodzi o postawę, która stała się centralną dla duchowości chrześcijańskiej i którą ojcowie pustyni, pierwsi mnisi w dziejach, nazywali „penthos”, to znaczy cierpienie wewnętrzne, które otwiera na autentyczną relację z Panem i bliźnim, do nowej relacji z Panem i bliźnim, do odnowionej relacji z Panem i bliźnim.

Ten smutek może mieć w Piśmie św. dwa aspekty: pierwszy z powodu czyjejś śmierci lub cierpienia. Drugim są łzy grzechu, własnego grzechu, gdy serce krwawi z bólu spowodowanego obrażeniem Boga i bliźniego.

Pierwszy aspekt: chodzi zatem o miłowanie drugiej osoby w taki sposób, że wiążemy się z nią, aż po dzielenie się jej cierpieniem. Są ludzie, którzy pozostają oddaleni, krok z tyłu; natomiast ważne jest, aby inni utorowali sobie drogę do naszego serca.

Często mówiłem o darze łez i o tym, jak bardzo jest on cenny [1]. Czy można kochać na zimno? Czy można kochać z powodu funkcji, z obowiązku? Z pewnością nie. Są cierpiący, których trzeba pocieszyć, ale czasami są też pocieszeni, których trzeba dotknąć, przebudzić, którzy mają serce z kamienia i oduczyli się płakać. Trzeba przebudzić ludzi, którzy nie potrafią się poruszyć cierpieniem drugiego.

Smutek jest na przykład drogą gorzką, ale może być użyteczny, by otworzyć oczy na życie oraz na świętą i niezastępowalną wartość każdej osoby, a wtedy zdajemy sobie sprawę, jak krótki jest czas.

Jest także drugie znaczenie tego paradoksalnego błogosławieństwa: płakać z powodu grzechu.

Trzeba tutaj odróżnić: są ludzie, którzy unoszą się gniewem, bo popełnili błąd. Ale jest to pycha. Są natomiast tacy, którzy płaczą z powodu popełnionego zła, z powodu pominiętego dobra i z powodu zdrady relacji z Bogiem. Jest to płacz ze względu na brak miłości, który wypływa z tego, że zależy nam na życiu innych. Tutaj płaczemy, ponieważ nie odpowiadamy Panu, który nas tak bardzo miłuje, i zasmuca nas myśl o dobru, którego nie uczyniliśmy; to właśnie jest poczucie grzechu. Mówią oni: „Zraniłem tego, którego miłuję”, a to ich boli aż po łzy. Niech Bóg będzie błogosławiony, jeśli nadejdą te łzy!

Jest to temat własnych błędów, z którymi trzeba się zmierzyć, trudny, ale istotny. Pomyślmy o płaczu św. Piotra, który doprowadził go do nowej i znacznie prawdziwszej miłości, to płacz który oczyszcza, który odnawia. Piotr spojrzał na Jezusa i zapłakał, serce zostało odnowione. Natomiast płacz Judasza, który nie uznał, że pobłądził, sprawił, że biedak popełnił samobójstwo. Zrozumienie grzechu jest darem od Boga, jest dziełem Ducha Świętego. Sami o własnych siłach nie możemy zrozumieć grzechu. To łaska, o którą musimy prosić. „Panie, bym zrozumiał popełnione przez siebie zło, albo które mogę uczynić!”. To wielki dar. Ze zrozumienia tego wypływa płacz skruchy.

Jeden z pierwszych mnichów, Efrem Syryjczyk mówi, że twarz obmywana łzami jest niewiarygodnie piękna (por. Mowa ascetyczna). Piękno żalu. Piękno płaczu, piękno skruchy. Jak zawsze życie chrześcijańskie najlepiej wyraża się w miłosierdziu. Mądry i błogosławiony jest ten, kto przyjmuje cierpienie związane z miłością, ponieważ otrzyma pocieszenie, Ducha Świętego, który jest czułością Boga, który przebacza i prostuje. Bóg zawsze przebacza. Nie zapominajmy o tym. Nawet najstraszniejsze grzechy. Zawsze. Problem tkwi w nas, że przestajemy prosić o przebaczenie. Kiedy ktoś zamyka się i nie prosi o przebaczenie. A Bóg jest tutaj, by przebaczać, nigdy nie przestaje przebaczać, ale my czasami przestajemy prosić o przebaczenie.

Jeśli zawsze pamiętamy, że Bóg „Nie postępuje z nami według naszych grzechów ani według win naszych nam nie odpłaca” (Ps 103,10), to żyjemy w miłosierdziu i współczuciu, i pojawia się w nas miłość. Niech Pan da nam miłować w obfitości miłować z uśmiechem, z bliskością, ze służbą, a także z płaczem. Dziękuję.

 

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
75 0.064215898513794