| Wspólnota Marana Tha |
|
| Autor(ka): Robert |
| niedziela, 07 listopada 2010 18:20 |
|
Pomyślałem wtedy, że skoro mam coś napisać to muszę wzbogacić swą wiedzę. Muszę szybko zdobyć wszelkie „encyklopedyczne” informacje na temat np. Ruchu Odnowy w Duchu Św., zgłębić historię naszej Wspólnoty. I zawrzeć to w artykule. Ale za chwilę przyszła kolejna myśl. Czy nie lepiej będzie „iść na żywioł” – darować sobie teorię i napisać po prostu co udział we Wspólnocie daje mi osobiście. Jakie były wtedy moje odczucia. Pamiętam jak duże wrażenie wywarło na mnie piątkowe, „wprowadzające” kazanie założyciela Wspólnoty ks. Kowalczyka. Pamiętam jak w sobotę późnym wieczorem powróciwszy do domu nie mogłem skupić się na żadnej wykonywanej czynności. Jak wyłączyłem telewizor, jak odrzuciłem czytaną książkę. Jak rozpamiętywałem to co wydarzyło się wcześniej w Kościele. Pamiętam także niedzielne rozważania o przebaczeniu, no i przede wszystkim modlitwę o wylanie Ducha Św. Pamiętam jakim szokiem było dla mnie porównanie kilku scen – tej z animatorami, którzy pod wpływem Ducha Św. zaczynali mówić w obcych językach i z ludźmi, którzy pod działaniem modlitwy osuwali się uśpieni na posadzkę Kościoła. I tej z członkami zespołu, którzy w tym momencie spokojnie rozmawiali ze sobą, uśmiechali się. Było to dla mnie niepojętne. Jakże to – to tutaj dzieją się takie niezwykłe wydarzenia, działanie Ducha Bożego jest tak namacalne, a oni sobie spokojnie rozmawiają. Pamiętam także swoje nadzieje, niecierpliwość i ciekawość co stanie się kiedy to ja stanę przed kapłanem. No i nie stało się nic. Tak przynajmniej wtedy mi się wydawało. Nie upadłem. Mało tego w miejscu, w którym ksiądz trzymał swe dłonie rozbolała mnie głowa. Od tamtych wydarzeń minął niecały rok. I gdybym miał teraz powiedzieć co daje mi udział we Wspólnocie to musiałbym dać kilka odpowiedzi. Po drugie uświadomiłem sobie, że świat duchowy, ta sfera religijności, którą zawsze przypisywałem jedynie osobom prawdziwie świętym, biblijnym prorokom, mistykom potrafi być niemal namacalna i dostępna dla zwykłych ludzi. Oczywiście trzeba spełnić pewne warunki, zaufać Bogu i otworzyć się na Jego działanie, ale jest to możliwe. Przykładem są osoby ze wspólnoty obdarzone np. charyzmatem mowy w obcych językach. Po trzecie osobiście przekonałem się, że możliwe jest pokonywanie własnych słabości. Do tej pory uważałem, że każdy człowiek ma swój „zestaw” grzechów, wynikających z jego charakteru, sposobu patrzenia na świat, życiowych doświadczeń. I że jesteśmy „skazani” na stałe powtarzanie tych przewinień. Teraz wiem, że z pomocą Boga można walczyć z każdym grzechem. Oczywiście, często nie udaje się to od razu, czasami trzeba poświęcić bardzo dużo czasu i siły, ale jest to możliwe. Po czwarte nasze wspólnotowe spotkania służą pogłębianiu wiedzy religijnej. Teraz już rozumiem, że prawdziwa wiara to nie tylko „poryw serca”, ale także jak najbardziej świadome działanie rozumu. Są też inne „skutki” przynależności do Wspólnoty. Zdarzają mi się takie dni, kiedy do Kościoła idę z przyjemnością, a nie z obowiązku. Mam takie chwile, kiedy modlitwa sprawia mi radość. Cieszę się także z przyjmowania Eucharystii – okres kiedy u spowiedzi byłem raz w roku, a czasami rzadziej to już przeszłość. Jest jeszcze jeden bardzo ważny aspekt bycia członkiem Wspólnoty. Tworzymy razem grupę ludzi, którzy po prostu bardzo się lubią i są coraz bardziej zgrani. A fakt, że różnimy się wiekiem, mamy inne doświadczenia życiowe i zapewne różne spojrzenie na wiele otaczających nas spraw stanowi o naszej sile. Nasze spotkania są żywsze, dyskusje ciekawsze, refleksje pełniejsze. No i przestajemy być anonimowymi członkami parafii, kolejnymi twarzami w tłumie - naprawdę zbliżamy się do swego Kościoła, poznajemy lepiej jego kapłanów.
|



