wtorek, 22 maja 2012
START Czytelnia Zdaniem Parafian "Szlachetne zdrowie..."
"Szlachetne zdrowie..." Drukuj
Autor(ka): JB   
piątek, 05 lutego 2010 08:17

„Można mieć wszystko żeby odejść
czas młodość wiarę własne siły
świętej pamięci dom rodzinny
skrzynkę dla szpaków i sikorek
miłość wiadomość nieomylną
że nawet Pan Bóg niepotrzebny

potem już tylko sama ufność
trzeba nic nie mieć
żeby wrócić”

(ks J.Twardowski)


  Wrzesień 2002 

      Mam już trochę lat. Ale na pewno wciąż zbyt mało, aby chorować. Wszystko zaczęło się w kwietniu. Przedtem życie toczyło się stosunkowo zwyczajnie, beztrosko, tak, jak się żyje na studiach. To dziwne, ale jedna chwila wystarczyła, aby zmienić właściwie wszystko. Zaczęło się prozaicznie – bolała mnie głowa. A że bolała już od jakiegoś czasu i co jakiś czas wcale nie było to takie straszne. Na początku.
To brzmiało jak wyrok. Dwa tygodnie oczekiwania na ostateczną diagnozę. Niezłośliwy.
Leczenie zaczęło się w czerwcu. Z racji umiejscowienia mojego nowego gościa jedyną dostępną formą była chemioterapia. Wcześniej to wszystko było mi zupełnie obce. Owszem - filmy, gazety. Ale żeby w realnym życiu i to tak blisko?
Nigdy przedtem nie przyszłoby mi do głowy, że życie codzienne i zwykłe codzienne czynności mogą być tak trudne. Dla kogoś takiego jak ja, kto przez większość swojego życia uważał, że ono zależy jedynie od niego, to był niesamowity cios.
Gardło piekło tak mocno, że nie można było jeść, pić, spać. Trzeba było walczyć o każdy krok, a przejście dwustu metrów uważało się za swój największy życiowy sukces. Ręce tak osłabły, że kubek z herbatą stał się zbyt ciężki. Codzienne pokonywanie szesnastu schodów prowadzących do mego pokoju było jak zdobywanie najwyższej góry.
I ten czas, a dokładniej jego nadmiar. Życie prowadzone przez mnie do tej pory na pełnych obrotach nagle się zatrzymało. Dzień, noc i wizyty w szpitalu zaczęły tworzyć jego rytm. Nadszedł moment refleksji. Kiedyś, jeszcze w szkole średniej, zastanawianie się nad sensem życia nie było mi obce. Pan Bóg nie był mi obcy. Ale trzeba odejść, aby móc wrócić...
Dotarło do mnie, że nie wszystko do końca zależy od nas. Że jest Ktoś, komu trzeba po prostu zaufać. Że w życiu najistotniejsze jest Życie i że tego, co naprawdę ważne nie można odkładać na później, bo tego „później” może po prostu nie być...

      Czasem trzeba nieźle oberwać, aby zacząć patrzeć na życie z właściwej perspektywy. Mam szczęście: został mi dany czas na wykorzystanie nowego punktu widzenia. Jedno jest pewne - już nic nie będzie takie, jak przedtem.

P.S.
Leczenie potrwa jeszcze około pół roku.
Codziennie na nowo zdobywam swoje Mount Everest prawie nie ruszając się z domu.
I jeszcze jedno – znowu się uśmiecham.


Luty 2010

To było prawie 8 lat temu.
Jak się potem okazało, był to dopiero pierwszy etap. Życie przygotowało dla mnie kolejne „niespodzianki” – bardziej zaskakujące niż scenariusz najlepszego oscarowego filmu…

A dzisiaj?
Dzisiaj rzeczywiście nic nie jest już takie, jak przedtem.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że się udało.
Dzisiaj - przeprowadzając bilans zysków i strat – jestem na plusie.
Dzisiaj codziennie dziękuję za życie.

 

Jan Paweł II

Remonty, inwestycje

KONCEPCJA ARCHITEKTONICZNA PRZEBUDOWY ELEWACJI FRONTOWEJ NASZEGO KOŚCIOŁA

Pomoc dla Alicji

Pomoc dla Alicji

PZ Caritas

Papieskie intencje modlitewne

Maj
Ogólne: Aby w społeczeństwie były promowane inicjatywy chroniące i umacniające rolę rodziny.

Misyjne: Aby Maryja, Królowa Świata i Gwiazda Ewangelizacji, towarzyszyła wszystkim misjonarzom głoszącym Jej Syna Jezusa.

Na stronie

Odwiedza nas 36 gości 
© 2001-2012 Parafia Chrystusa Zbawiciela w Gdańsku Osowie
Designed by Templatka.pl