|
Mamy kolejny czas Adwentu! W tym niesamowitym okresie - wyjątkiem jest niedziela i uroczystość - można odprawiać mszę św. wotywną o Najświętszej Maryi Pannie w Adwencie. Potocznie mówimy na nią msza święta roratnia, a najzwyklej mówiąc Roraty. Od wielu lat w naszej parafii Roraty odprawiane są o godz. 6.30. Wielu zapyta: Dlaczego tak wcześnie rano? Kto na nie przyjdzie o tak wczesnej porze? Dzieci muszą później do szkoły, nie zdążą ?
A więc chciałbym wyjaśnić na czym „polegają” Roraty. Owa nazwa „roraty” pochodzi od zwyczajowej pieśni na wejście, rozpoczynającej się od słów "Rorate caeli desuper" czyli "Spuśćcie rosę niebiosa". A więc adwentowe msze odprawiane są przed wschodem słońca, podkreślają doniosłość tej chwili. Sam Chrystus zmartwychwstał w niedzielny poranek. Msza roratnia jak wcześniej wspomniałem, jest mszą wotywną o Najświętszej Maryi Pannie w okresie Adwentu. Ta msza jest jednym ze znaków szczególnej obecności Maryi w okresie adwentu, ponieważ to Ona oczekiwała Mesjasza w sposób szczególny. Przeżywała Ona adwent oczekiwania jako córka Izraela, jako Matka Pana Jezusa no i oczywiście jako Matka Kościoła.
Jak zauważyliśmy w czasie odprawiania mszy św. roratniej zapala się dodatkową świecę, która symbolizuje patronkę adwentowego oczekiwania - Maryję. Roraty mają nam szczególnie przypominać Maryję, gdyż to Ona, podobnie jak jutrzenka wyprzedza wschód słońca, poprzedziła przyjście Światłości świata Jezusa Chrystusa. Popatrzmy na Maryję, to Ona jako córka Narodu Wybranego wraz z wszystkimi pokoleniami czekała na Jego przyjście. Od momentu zwiastowania, gdy anioł Gabriel przekazuje Jej wiadomość od samego Boga, że pocznie i porodzi Syna, który ma być obiecanym Emanuelem, oczekiwała w szczególny sposób na Życie, które wzrastało pod Jej sercem. Teraz razem z Kościołem - a więc z nami! - czeka na ponowne przyjście chwalebnego, uwielbionego Chrystusa, a królując w niebie razem z Nim, wspiera Kościół w jego oczekiwaniu na ostateczny Dzień Pański.
Roraty odprawiano w Polsce już za czasów panowania Bolesława Wstydliwego. Przez całe wieki Król Polski ze swoją świtą podchodził ze świecą do ołtarza w okresie Adwentu, wkładał świecę na lichtarz i mówił: "Gotów jestem na sąd Boży", za nim czynił to Prymas Polski, mówiąc "Sum paratus ad adventum Domini" (Jestem gotów na przyjście Pana), po nich zaś kolejno: senator, ziemianin, rycerz, mieszczanin i chłop, powtarzając słowa króla. I z tej królewskiej kaplicy wytworzył się zwyczaj rorat adwentowych w Polsce.
Światłość i ciemność!!! Bóg, stwarzając niebo i ziemię, stworzył zaraz światło: „Niech się stanie światłość”(Rdz 1,3) Tę właśnie światłość Bóg dał ludziom. Jak wiemy jest ona przeciwieństwem ciemności, zła, grzechu, niepewności, zagubienia. Bóg dał nam ją po to, abyśmy mogli z Jego pomocą często opuszczać ciemność mieli siłę wyzwalać się z wszelkiej ciemności. Ta metafora światła i ciemności jest stale obecna w całym Piśmie św. W ważnych wydarzeniach ukazuje się światłość. Przykładem są tu: narodziny Jezusa w Betlejem (jasność), kiedy przemieniał się na Górze Tabor i stał się lśniąco biały, kiedy umierał na krzyżu i ciemność ogarnęła ziemie i ludzi itd. Trzymanie zapalonego światła w tradycji chrześcijańskiej oznacza gotowość duchową. Jestem gotowy przed Bogiem. Jestem gotowy na sąd Boży. Jestem ubrany z pochodnią w ręku.
Myślę, że w tych paru zdaniach udało mi się choć trochę wyjaśnić znaczenie rorat i ich odprawiania wczesnym rankiem, jeszcze przed wschodem słońca a nie jego zachodem. Bo tu nie chodzi o jak największą frekwencję ludzi wiernych, w każdym przedziale wiekowym, na roratach, tylko trud włożony w osiągnięciu jak największych owoców tego adwentowego czuwania, które przecież trwa przez całe nasze ziemskie- i nie tylko ziemskie- życie. „Wstać rano” to wyrzeczenie dla każdego z nas. Właśnie taki jest sens tych spotkań z Maryją podczas oczekiwania tego ostatecznego przyjścia Chrystusa a nie stale układać swoje własne życie w ten sposób, aby zawsze nam było na rękę , bez naszego własnego wkładu! Musimy dać z siebie wszystko! Żyjmy tak, abyśmy byli czujni przed złem, wrażliwi na dobro, przygotowani w sumieniu na ostateczne spotkanie z Bogiem, którego czas i miejsce są niewiadome. Może to być dzisiaj, jutro lub za kilkadziesiąt lat.
|