| Król w podskokach, czyli o mentalności człowieka Wschodu |
|
| Autor(ka): Danuta Piekarz |
| czwartek, 27 października 2011 18:45 |
|
Źródło: Głos Karmelu, listopad-grudzień 2011
Dlatego może warto zwrócić uwagę na choćby niektóre aspekty mentalności człowieka Wschodu; nie będziemy tu mówić co prawda o kulturze arabskiej, ale o mentalności „sąsiadów” – ludzi Biblii, aby te rozważania mogły też okazać się użyteczne w naszych spotkaniach ze słowem Bożym. Zresztą, zapewne duża część (a może zdecydowana większość) z tego, co tu powiemy, dotyczy również świata arabskiego. Rozumiemy reakcję Miriam i innych kobiet ocalonych przed Egipcjanami, ale czy ktoś z nas widział kiedyś podskakującego króla? Czyż pląsy i podskoki na oczach poddanych nie są ujmą dla królewskiego majestatu? Tak pomyślała nawet Mikal, żona Dawida, a jednak Dawid tańczył i podskakiwał, bo tak wielka była jego wdzięczność dla Boga i radość, że może sprowadzić Arkę Przymierza do swojego miasta. „Dawid wtedy tańczył z całym zapałem w obecności Pana, a był ubrany w lniany efod. Dawid wraz z całym domem izraelskim prowadził Arkę Pańską wśród radosnych okrzyków i grania na rogach. (...) Mikal, córka Saula, wyglądała przez okno i ujrzała króla Dawida, jak podskakiwał i tańczył przed Panem: wtedy wzgardziła nim w sercu” (2 Sm 6, 14–16). Nawiasem mówiąc, istnieje kilka ciekawych analogii pomiędzy tą piękną sceną, której fragment przytoczyliśmy, a wydarzeniem, które będzie miało miejsce tysiąc lat później, gdy Maryja, nowa Arka Przymierza niosąca Boga pośród Jego ludu, przyjdzie do Elżbiety, a maleńki Jan podskoczy z radości w łonie swej matki, jak dawniej Dawid podskakiwał przed Arką. Skoro mówimy o scenie nawiedzenia, przyznam, że czytałam z zaskoczeniem słowa pewnego komentatora, który przypuszcza, że Maryja, gdy śpiewała „Magnificat”, musiała przy tym tańczyć, bo trudno wyobrazić sobie kobietę Wschodu, która wyrażałaby tak wielką radość, nie angażując w to całej siebie. Wielu z nas widziało zapewne Żydów, którzy podczas modlitwy wykonują charakterystyczne skłony: chodzi tu nie tylko o pokłon przed Bogiem, ale o to, by całe ciało uczestniczyło w uwielbieniu Stwórcy. Zresztą uczeni żydowscy wyliczyli, że należy spełniać 248 nakazów Prawa – czyli tyle, ile kości ma ludzkie ciało (przynajmniej według ówczesnego stanu wiedzy). Prawo obejmuje więc całego człowieka, w każdym wymiarze jego życia. No właśnie, kości... nie budzą one w nas szczególnych skojarzeń symbolicznych, tymczasem dla człowieka Wschodu kojarzyły się one z tożsamością, z naturą danej osoby czy istoty. To dlatego Ewa zostaje stworzona z żebra Adama; my dziś niekiedy mówimy o tym z pobłażliwym uśmieszkiem, tymczasem myśl autora biblijnego była bardzo ważna: chciał on wskazać, że kobieta ma tę samą naturę, co mężczyzna. To dlatego na widok Ewy Adam wyśpiewuje tę pierwszą w dziejach pieśń miłosną: „Ta dopiero jest kością z moich kości...” (Rdz 2, 23). Taka pieśń zapewne nie ucieszyłaby zbytnio współczesnej kobiety Zachodu... Człowiek Biblii przypisuje bowiem różnym narządom i częściom ciała inne znaczenie symboliczne od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Głównym ośrodkiem myślenia, decydowania, pragnienia nie jest głowa czy mózg, ale serce. Nasze przeciwstawienie serca (jako miejsca uczuć, często irracjonalnych) i rozumu byłoby więc niezrozumiałe w tej kulturze. Serce to jakby „punkt dowodzenia”, natomiast o myślach w głowie mówi się w Piśmie św. niezwykle rzadko, jedynie w kontekście powstawania wizji. Skoro myśli się sercem, to czym się kocha? Może ktoś się zdziwi, ale miejscem najczulszych uczuć, zwłaszcza macierzyńskiej miłości, są... wnętrzności (kojarzące się z łonem matki). To dlatego gdy Bóg mówi o swojej miłości do ludu, wyraża to słowami: „Skłaniają się ku niemu moje wnętrzności”. Nerki są siedzibą wrażliwości i najskrytszych uczuć, więc psalmista mówi o Bożej wszechwiedzy: „Ty bowiem utworzyłeś moje nerki” (Ps 139, 13) – zatem znasz nawet moje najskrytsze uczucia, a ponadto, stwarzając moje nerki, uzdolniłeś mnie do ich odczuwania. Uszy kojarzą się nie tylko ze słuchaniem, ale często wyrażają symbolicznie ideę posłuszeństwa. „Nie chciałeś ofiary... lecz otwarłeś (dosł.: wydrążyłeś) mi uszy” – zatem posłuszeństwo jest cenniejsze w oczach Bożych niż krwawe ofiary ze zwierząt. Stopy (albo raczej to, co jest pod stopami) kojarzą się z posiadaniem; mieć coś pod stopami to panować nad tym. To dlatego przekazanie komuś własnego sandała oznaczało przekazanie mu jakiegoś prawa czy majątku (por. Rt 4, 7n). Człowiek Wschodu lubi wyrażać gestami to, co my wolelibyśmy opowiedzieć słowami. Rozdziera szaty na znak oburzenia, brudzi sobie twarz popiołem na znak pokuty... Według naszych wyobrażeń Jezus powinien powiedzieć do niewidomego od urodzenia: „Teraz chcę cię uzdrowić!”. Tymczasem On miesza ślinę (uważaną za leczniczą) z ziemią i nakłada mu na oczy powstałe błoto. Komentarzem ukazującym wolę działającego jest gest! Jeszcze wyraźniej widzimy to w księgach prorockich, gdy prorocy ostrzegają naród za pomocą gestów szokujących dla otoczenia (gest ma tę przewagę nad słowem, że jest również widoczny, ale z kolei wymaga właściwego odczytania). Jeremiasz chodzi po Jerozolimie, nosząc jarzmo, Ozeasz poślubia grzeszną kobietę, by wskazać, że naród zdradza Boga, któremu obiecał wierność...
|



