| Pobożność – to nie dla mnie... A może jednak? |
|
| Autor(ka): o. Mariusz Wójtowicz OCD |
| środa, 21 września 2011 14:41 |
|
Źródło: Głos Karmelu wrzesień/październik 2011
Droga człowieka do źródła swojego życia, czyli Boga, z racji tego, że jesteśmy osadzeni w konkretnym czasie i miejscu, posiada swój zewnętrzny, materialny charakter. Jesteśmy ludźmi i nasz Stwórca pragnie, abyśmy szli do Niego poprzez wszystkie pokłady naszego człowieczeństwa. Idąc tym tokiem rozumowania, aby nie pozostać gołosłownym, odwołajmy się od razu do konkretnego świadectwa życia i doświadczenia mało jeszcze znanej, nawet w samym Kościele, bł. Elżbiety od Trójcy Przenajświętszej. Ta wyjątkowa karmelitanka żyjąca na przełomie XIX i XX wieku dokonuje gigantycznego, aczkolwiek mało jeszcze zauważalnego, kroku polegającego na „ucodziennieniu” obecności i działania Trójcy Świętej albo, mówiąc inaczej, pokazuje nam, jak przeżywać odległego i tajemniczego Boga w codzienności każdego dnia. No właśnie, czy Bóg musi pozostawać odległy, skoro poprzez Wcielenie zbliża się tak bardzo? Czy my poprzez pewne wyobrażenie o Nim nie oddalamy Go sami od siebie? Otóż wcale nie musi tak być, gdyż na ratunek przychodzi właśnie złożony w nas dar pobożności – jeden z tych środków, które sprowadzają codziennie Boga w sfery naszego życia, a nas wynoszą w sfery Boże. To proste. Spójrzmy, do czego dochodzi Błogosławiona z Dijon. Sumą jej życia staje się intensywne doświadczenie zamieszkania Trójcy Świętej w człowieku. Oczywiście, wielka a zarazem podstawowa tajemnica naszej wiary, dotycząca obecności Boga w człowieku, nie od razu staje się czymś oczywistym, konkretnym i uchwytnym w życiu Elżbiety. Jej dogłębne doświadczanie poprzedzone jest długoletnim etapem, podczas którego ta prawda „spływa” z jej umysłu (intelektualnego poznania – Błogosławiona wie, że tak jest) do serca (jej konkretne doświadczenie i osobiste, życiowe przekonanie). I tutaj praktyki religijne odgrywają niewątpliwie wielką rolę w odkrywaniu, przeżywaniu i byciu apostołem tajemnicy zamieszkania Trójcy. Jednakże należy od razu dodać, że wychowanie religijne i wiążące się z nim praktyki pobożnościowe nie wyróżniają się stopniem oryginalności i intensywności w rodzinie Elżbiety – Błogosławiona otrzymuje to wszystko, czym żyje przeciętna katolicka rodzina francuska końca XIX wieku. A zatem życie sakramentalne, codzienna modlitwa, postępowanie zgodnie z dekalogiem, pielgrzymki do sanktuariów, rekolekcje i misje parafialne, pobożna lektura (u Elżbiety są to pisma św. Teresy od Jezusa). Istnieje jednak wielka różnica, która sprawia, że to, co wszystkim nam dostępne, dla Elżbiety staje się wyjątkowe. Ta młoda karmelitanka w odróżnieniu od wielu jej współczesnych w swoim postępowaniu, przeżywaniu i doświadczaniu jest maksymalistką. W praktyce polega to na pełnym zaangażowaniu się we wszystko, co stanowi jej życie, czyli: praca nad sobą, budowanie klimatu rodziny i wspólnoty, tworzenie przyjaźni oraz głębokie przeżywanie wszystkich praktyk religijnych. W ten sposób nie zatrzymuje się na powierzchni relacji, gestów i nauczonych zachowań, ale dociera do ich istoty...
|



