niedziela, 20 maja 2012 Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego
START Czytelnia Duchowość Słabość, której nie doceniamy
Słabość, której nie doceniamy Drukuj
Autor(ka): List 1/2011   
piątek, 27 maja 2011 08:42

Źródło: List Nr 1/2011
www.list.media.pl

redakcja LISTU rozmawia
z ojcem Mirosławem Pilśniakiem, dominikaninem


 Ojcze, w tym numerze LISTu zastanawiamy się, czy religia daje siłę. Wydaje się, że odpowiedź jest prosta - aż do chwili, w której spojrzymy na nasze życie. Doświadczenie bezsilności towarzyszy nam dość często. Czy zatem źle wierzymy? A może coś jest nie tak z naszą religią?

O sile, jaką daje religia, możemy mówić na dwa sposoby. Pierwszy to rozważania teoretyczne, drugi, który interesuje mnie bardziej, to indywidualne doświadczenie człowieka. W wypadku indywidualnym trudniej o ogólną teorię i logiczny schemat. Zazwyczaj siła kojarzy nam się ze zdolnościami, możliwościami i sukcesem. Gdy spotykam konkretną osobę, widać jednak, że siła pochodząca od Boga jest inna. Pamiętam rozmowę z pewną starszą panią. Bardzo szczerze opowiadała, że jedyną mądrością, jaką zdobyła przez wszystkie lata życia, jest świadomość, jak bardzo skoncentrowana jest na samej sobie. Zrozumiała, że wszystko robi tylko dla siebie i ma już tego dosyć. Pociesza ją tylko nadzieja, że - jak mówiła - „Pan Bóg już ją jakoś weźmie do tego Nieba".

W chrześcijaństwie odkrywamy, że to, co wydaje się nam naszą słabością, może stać się siłą. Być może to, czego dowiedziała się o sobie ta kobieta, pozwoli jej stanąć bez lęku przed Bogiem po śmierci. Tylko bowiem ten, kto pozna prawdę o sobie, może też przyjąć Jego miłość; może pozwolić Bogu działać. Postulatem chrześcijan nie jest tworzenie wspólnoty ludzi silnych, którzy są zdolni do wszystkiego. Mamy stawać się ludźmi, którzy zaczynają widzieć swoje życie prawdziwie, bez porównywania się z innymi. Bo czy możemy powiedzieć, że doświadczenie, które zabierze z sobą do Nieba ta kobieta, jest mniej cenne niż to, z którym poszedł tam Jan Paweł II?

Mówi się jednak, że chrześcijanin to ktoś radosny, kto ma siłę do działania, a Ojciec mówi, o „grzebaniu się" w swojej słabości?

Bo siła, która się nie kończy, nawet gdy zabraknie motywacji albo energii do działania, bierze się z wiary w to, że Bóg naprawdę mnie kocha bez względu na to, jaki jestem. Zazwyczaj zaczynamy Go szukać dopiero wtedy, kiedy spotkamy się ze swoją niedoskonałością i nie mamy już pomysłów na to, jak sobie poradzić z samym sobą. Zaczynamy dostrzegać, że choć chcemy dobrze, ciągle nam coś nie wychodzi, nie możemy osiągnąć pełni. Gdybyśmy byli samowystarczalni, może nigdy nie zadalibyśmy pytania: „Po co żyję?".

Więc po co żyję?

Na to pytanie każdy powinien znaleźć odpowiedź sam. Mogę tylko powiedzieć, że dopiero kiedy pozwolimy się temu pytaniu obezwładnić i zobaczymy przed Bogiem naszą słabość, możemy zdobyć doświadczenie, które czyni nas prawdziwymi chrześcijanami. Tego właśnie doświadczył św. Paweł w drodze do Damaszku, ale też zdaje się każdy z apostołów. Każdy z nich w pewnym momencie swojego życia zobaczył swoją słabość. Święty Paweł zrozumiał, że to, czemu całkowicie poświęcił się jako rabin, okazało się walką przeciwko Bogu. Apostołowie zdradzili Chrystusa; kiedy został pojmany, opuścili Go. Dopiero wtedy, kiedy zobaczyli, że wcale nie są wspaniali i dobrzy, że sami z siebie nie potrafią być wierni, mogła narodzić się ich wiara. Zobaczyli swoją słabość, ale też zyskali pewność, że Bóg im ją wybacza. Gdy św. Paweł mówił o swoim nawróceniu, powtarzał ciągle tę samą historię: „Byłem wrogiem Boga. Choć robiłem to nieświadomie, walczyłem z Nim. Ale On mnie w tej walce pokonał i uwolnił od nienawiści". Paweł tworzył wspólnotę ludzi, którzy uwierzyli, że Bóg przebaczył im zdradę, kiedy jeszcze z Nim walczyli. Chrześcijanami stajemy się właśnie wtedy, gdy zyskujemy takie doświadczenie.

W tym doświadczeniu mamy znaleźć źródło siły? jakoś trudno w to uwierzyć.

Kiedy słucham waszych pytań, odnoszę wrażenie, że chcielibyście, żeby religia dawała taką niewyczerpaną energię, power, jaki dwojgu ludziom daje zakochanie. Dla ukochanej osoby mogą wstawać o świcie, choć wcześniej nie mogli wstać przed południem. Zakochanie nie wystarczy jednak, żeby żyć razem i stworzyć małżeństwo. Nie jest tak, że małżonkowie mają ten stan euforii na siłę podtrzymywać do końca życia. To ma być siła napędowa, pomagająca stworzyć więź między kochającymi się ludźmi, ale relacja między nimi ma się oczyszczać i pogłębiać. Małżeństwo, które przeszło drogę oczyszczenia, nie podkreśla już tylko swojego zakochania, ale zaufanie w nienaruszalną więź między nimi i jedność.

Chwila, w której spotykamy Boga w naszym życiu, jest bardzo podobna do zakochania i uruchamia podobne mechanizmy na poziomie naszej psychiki. Samo to doświadczenie nie jest jednak celem wiary. Tak jak celem małżeństwa jest budowanie jedności między mężem i żoną, tak celem religii jest budowanie jedności między człowiekiem a Bogiem. Jedność to doświadczenie niedoceniane. Można powiedzieć, że jedność jest pokorna i dlatego trzeba odkrywać jej piękno...

Czytaj dalej...

 

Jan Paweł II

Remonty, inwestycje

KONCEPCJA ARCHITEKTONICZNA PRZEBUDOWY ELEWACJI FRONTOWEJ NASZEGO KOŚCIOŁA

Pomoc dla Alicji

Pomoc dla Alicji

PZ Caritas

Papieskie intencje modlitewne

Maj
Ogólne: Aby w społeczeństwie były promowane inicjatywy chroniące i umacniające rolę rodziny.

Misyjne: Aby Maryja, Królowa Świata i Gwiazda Ewangelizacji, towarzyszyła wszystkim misjonarzom głoszącym Jej Syna Jezusa.

Na stronie

Odwiedza nas 43 gości 
© 2001-2012 Parafia Chrystusa Zbawiciela w Gdańsku Osowie
Designed by Templatka.pl