| Oratio. Modlitwa obudzona Słowem |
|
| Autor(ka): ks. Tomasz Jaklewicz |
| środa, 16 marca 2011 19:24 |
|
Źródło: Gość Niedzielny nr 49/2010
Podczas lectio i w meditatio Bóg mówi do nas. Pytamy o to, co znaczą Jego słowa, oraz o przesłanie dla mojego życia. Dwa pierwsze kroki lectio divina są po to, aby Bóg ze swoim słowem dotarł na samo dno mojej osoby, poruszył serce. Powtórzmy, lectio divina jest drogą modlitwy. Nie chodzi więc o zdobycie jakichś informacji, o nasycenie intelektu, ale o spotkanie z Bogiem, o konfrontację Bożej prawdy z moim życiem. Mój redakcyjny kolega, Marcin Jakimowicz, lubi powtarzać, że jakieś słowo go dotknęło. To wyrażenie bywa nadużywane, ale ono oddaje istotę rzeczy. Bóg chce trafić w jakiś punkt naszego życia, chce nas dotknąć. Kiedyś, podczas krótkiego kazania w ciągu tygodniu, jakaś kobieta nagle coś głośno zawołała. Zapanowała lekka konsternacja. Pomyślałem, że to ktoś z zaburzeniem psychicznym, okazało się, że nie. Kobieta podeszła po Mszy św. i opowiedziała o problemie, który jej ciąży. Słowo Boże trafiło dokładnie w to obolałe miejsce. Dotknęło ją tak silnie, że nie potrafiła zapanować nad emocjami i krzyknęła. Krzycz, jak potrafisz! Pod wpływem słowa Bożego może rodzić się w nas modlitwa dziękczynienia i uwielbienia. Słowo odsłania wspaniałość Boga, przekonuje nas o tym, jak cudownie potrafi On działać nie tylko w odległej historii, ale również w historii mojego życia. Gdy dzięki słowu zaczyna się to widzieć, gdy niejako przyłapuje się Boga na gorącym uczynku, rodzi się w nas zachwyt, dziękczynienie, pragnienie wielbienia. Przykładem wyzwolenia takiej modlitwy jest Magnificat. Maryja w rozmowie z aniołem w chwili zwiastowania przeżywa swoje lectio i meditatio – słucha i rozważa słowo Boga. Ale w domu Elżbiety zostaje uwolniona jej radość i dziękczynienie: „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy”. Maryja wyraża pieśnią stan swojego serca, przemienia to, co się w Niej dzieje, w modlitwę. Jest w tym spontaniczność, świeżość, piękno. Ojciec Innocento Garagno pisze, że „zapewne Maryja, śpiewając ten hymn, tańczyła”. Kto wie? Może i tak było. Oratio może być także modlitwą prośby. Słowo Boże pokazuje nam, o co powinniśmy przede wszystkim prosić Boga. W trakcie medytacji Bóg może poruszyć kwestię naszych relacji z ludźmi. Tak rodzi się chęć modlitwy za osoby – ważne, kochane lub uciążliwe. Prosimy o uzdrowienie trudnych sytuacji, o podjęcie dobrych decyzji itd. Iść do Boga jak w dym Biblijnym wzorem modlitwy są Psalmy. Są one z jednej strony słowem Bożym skierowanym do mnie, ale są zarazem modlitwą. Ileż w nich przeróżnych emocji, od złości, gniewu, po zachwyt, radość. W Psalmach odbija się ludzkie życie, dlatego są one niezrównaną szkołą modlitwy. Uczą, że do Boga można iść jak w dym, z całym swoim życiem, ze wszystkimi jego jasnymi i mrocznymi stronami. Jeśli nie wiesz, jak się modlić, otwórz Księgę Psalmów. Może się zdarzyć, że mimo medytacji nie rodzi się w nas modlitwa. Wtedy trzeba prosić Boga o to, by przemienił w nas serce z kamienia w serce z ciała. Może blokuje nas jakaś sytuacja jeszcze niepoddana nawróceniu. Pan Bóg daje nam natchnienia, niekoniecznie zgodne z naszymi schematami. Bóg jest wolny w swoim działaniu. Może tak być, że już pierwsze usłyszane słowo rodzi w nas modlitwę. Nie trzeba wtedy „przemedytować” wszystkiego do końca, aby potem dopiero przejść do oratio. W lectio divina dajemy się prowadzić Duchowi Świętemu. Pod Jego natchnieniem powstała Biblia, pod Jego natchnieniem słowo Boga dociera teraz do naszego serca. |



