| Meditatio. Co Bóg mówi do mnie? |
|
| Autor(ka): ks. Tomasz Jaklewicz |
| wtorek, 08 marca 2011 15:17 |
|
Źródło: Gość Niedzielny nr 48/2010
W naszym cyklu idziemy drogą lectio divina, modlitewnego czytania Biblii, wypracowanego w monastycznej tradycji Kościoła. Po etapie lectio, czyli uważnego czytania, w którym szukaliśmy obiektywnego sensu tekstu, przychodzi czas na kolejny krok – meditatio. Idziemy w głąb. Stawiamy sobie pytanie: Co Bóg przez te słowa mówi do mnie? Akcent pada tu na „do mnie”, czyli na bardzo osobiste odniesienie słów Bożej prawdy do mojego życia. Zjedz tę księgę! Mrówka i pszczoła Drugi etap meditatio jest porównywany do pracy pszczoły. Aby powstał miód, pszczoła musi zebrać pyłek z kwiatów, a potem poddać go działaniu własnych enzymów. Słowo zebrane w pierwszej fazie medytacji musi zostać przetrawione przez moje „enzymy”, czyli moje życie (smutki, lęki, zmęczenie, miłość, radość itd.). Słowo świętego Boga przychodzi do słabego człowieka uwikłanego w grzech, rozproszonego, chwiejnego, chorego. Dlatego nie ma się co dziwić, że nie przeżywamy ekstazy, że chce nam się bardziej spać, niż lewitować. Jest w nas wiele złych słów, które nas dotknęły, podcięły skrzydła, zraniły. Krążą w nas także złe słowa czy myśli, które kierujemy ku innym. Mnisi zalecali, aby powtarzać jakieś jedno Słowo z Biblii wielokrotnie, np. „Pokój wam”, „Nie bój się” itd. W ten sposób słowo Boga oczyszcza nasz umysł i serce ze złych słów. Słowo wywołuje kryzys Oczywiście nie wszystko w naszym życiu Bóg musi kwestionować, przeciwnie, nieraz powie: „Dobrze wybrałeś, trwaj w tym, nie poddawaj się, nie trać ducha!”. Nasze uczucia są sygnałami z naszego najgłębszego „ja”. Nie powinniśmy ich tłumić, ale raczej zastanowić się, dlaczego takie czy inne emocje pojawiają się pod wpływem Słowa. „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?” (Łk 24,32) – pytali uczniowie, którzy nie rozpoznali Jezusa przez całą drogę do Emaus. U końca medytacji nasze serce powinno zapłonąć pragnieniem: „Panie, zostań z nami, ma się ku wieczorowi”. Droga do Emaus bywa długa i trudna. Medytacja w chrześcijaństwie nigdy nie jest jakimś mechanicznym ćwiczeniem ciała czy świadomości. Jest raczej pokornym siadaniem u stóp Pana na wzór ewangelicznej Marii. Z nadzieją na dar głębokiego spotkania. Łaska Boga jest pierwsza. Zawsze. Do nas należy być otwartym na jej przyjęcie, wyciągać pokornie ręce. Trzy powyższe wskazówki są tylko pewną podpowiedzią pokazującą właściwy kierunek. Ale każdy z nas ma swój styl. Ważne, by wytrwać. Łaska działa nawet wtedy, kiedy wydaje się nam, żeśmy przesiedzieli nad otwartą Biblią bez najmniejszego poruszenia i żadnej wzniosłej myśli.
|



