| Dorosłym Głuptasom |
|
| Autor(ka): ROMAN BIELECKI OP |
| środa, 01 grudnia 2010 20:11 |
|
Źródło: W drodze, nr 12/2010
Dziecko wszystko dostaje za darmo. Tylko dlatego, że jest. Nie pracuje, nie zarabia, nie kupuje, nie bierze kredytu. Przyjmuje rzeczywistość jako dar. Czy nie dlatego właśnie Chrystus powtarza swoim uczniom, że uczniowie mają stać się jak dzieci? Usłyszeliśmy na ten temat dziesiątki kazań. Przeżyliśmy niejedne święta, dzieląc się opłatkiem i śpiewając na pasterce o tym, że Słowo stało się ciałem. Niezmiennie wracamy do tej prawdy co roku, choć lepiej byłoby powiedzieć, że to ona, jak zawsze w grudniu, wraca do nas, a my jedynie próbujemy się z nią poukładać. Może nawet w nadziei szturmujemy niebo, oczekując rodzinnej zmiany i tego, by się „wreszcie coś stało”. W przedświątecznych dekoracjach naszych miast powtarzamy wyuczone zakończenie Janowego prologu o tym, że wcielone Słowo zamieszkało między nami, a jednocześnie kiwamy z wyrozumiałością głową, gdy ksiądz mówi o tym z ambony, bo on tak musi mówić, a życie życiem. I trudno sobie wyobrazić narodzenie, zamieszkanie, wcielenie w całym tym szaleństwie sklepowych zakupów, szarzejącym szybko niebie, gwiazdkach i lampkach na ulicznych drzewach, rwanych słowach Nat King Cola o dzwonkach, reniferach i rubasznym Santa, który właśnie przyjechał do miasta. Intuicyjnie wyczuwamy, że to wszystko za mało i nie o tym jest nasza bajka. Z ambony ktoś grzmi, że zgubiliśmy prawdę o Bożym Narodzeniu, życzenia najbliższych zachęcają, by trwało ono cały rok. A my czujemy się bezradni i przytłoczeni, bo to wielkie święta, wielka tajemnica, tylko jak się z tą wielkością uporać? Śliczna panda Michał Rusinek, tropiciel dziecięcych przejęzyczeń, mówił w jednym z wywiadów, że rzeczywistość religijna jest dla dziecka najtrudniejsza do objęcia i z tego powodu najmłodsi abstrakcyjne pojęcia zamieniają na bardziej przystępne i zrozumiałe. Dlatego mówią, że „Anioł Pański zmajstrował Pannie Maryi” albo że „Maryja Panna dzieciątko pastuje”, albo tworzą postać „Poncjusza Pirata”, pod którego rządami umęczony został Jezus, czy w końcu śpiewają o„ślicznej Pannie” zgrabnie zamienionej w pandę. Uśmiecham się do tych słownych łamańców, bo jak mówił Gogol: „Z czego się śmiejecie, sami z siebie się śmiejecie…”. Może jednak za tym śmiechem kryje się kawałek prawdy. Bo w kontekście tych świąt dziecko to wzór do naśladowania dla nas. Niezależnie od tego, ile mamy lat. Zauważmy, jak ważny wzór. Bez początkowych rozdziałów Ewangelii traktujących o Jezusowym dzieciństwie mielibyśmy do czynienia z czymś przypominającym mitologię, a nie opowiadanie o Wcieleniu. Dzieciństwo Boga ma istotne znaczenie nie tylko dlatego, że odnosi się do czasu, który musiał upłynąć, zanim Chrystus – już jako człowiek dojrzały – wszedł w historię świata. W końcu bez oporów mówimy w Kościele o „Ewangelii (Jezusowego) Dzieciństwa”, czyli o „Dobrej Nowinie” wpisanej w Jego najmłodsze lata. Uczucia niekochane Rozwińmy jeszcze ten fragment i dodajmy, że wezwanie do pozostania i nieuciekania to zachęta do wytrwania w naszej „zwykłości”, pewnie i umęczonej codziennym rytmem domu, przedszkola, pracy, obiadu, dzieci, kolacji, ale bardzo naszej, którą wcielone Słowo ogarnia najpełniej. To pewne, że odczujemy wewnętrzne ryzyko, bo wydawać nam się może, że oto wróciliśmy do spraw w naszym mniemaniu banalnych, do rzeczy, które nas raniły, przeszkadzały w swobodniejszym oddechu, tłumiły nasze pragnienie Boga, zaznaczmy: „bardzo wzniosłe pragnienie”. Że nagle wróciliśmy do rzeczy, które są udziałem milionów ludzi, gdy tymczasem sami chcieliśmy być wyjątkowi i niepowtarzalni. W tym miejscu za wywodem belgijskiego karmelity zauważmy, że Ewangelia Dzieciństwa zamyka się w jednozdaniowym streszczeniu świętego Łukasza, które dobrze znamy: „Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim”. Co się za tym kryje? Owa prosta prawda, że dzieciństwo jest czasem przyjmowania darów. Wszak dziecko wszystko dostaje za darmo. Tylko dlatego, że jest. Nie pracuje, nie zarabia, nie kupuje, nie bierze kredytu. Przyjmuje rzeczywistość jako dar. Czy nie dlatego właśnie Chrystus stawia je za wzór i powtarza, że uczniowie mają stać się jak dzieci, ponieważ Królestwo Boże można przyjąć jedynie na tej drodze? Nie można go kupić ani nań zapracować. Jest łaską. I takie pozostanie do końca. Bo taki jest dar Boga. Zauważmy, jak samorzutnie nasuwają się myśli o wierze, która staje się w ten sposób prawdziwą relacją miłości, pozbawioną charakteru handlowego, w kluczu coś za coś. Bóg nie kupuje nas, a wstęp do Królestwa jest dany tym, którzy nie myślą w kategoriach zasług mogących cokolwiek zapewnić. Przyznajmy, dla wielu to wcale nie jest dobra nowina. Przeciwnie, może zaniepokoić, może zburzyć budowany z mozołem świat. Mnieście uczynili Przyznajmy, że to Jezusowe słowo brzmi twardo i niemal prowokująco dla naszego świata i często przypomina drzazgę zostawioną celowo w naszych sercach, by nie była zbyt łatwą wymówką: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym, nagim czy spragnionym… |



