9 września 2014

Tak jest!

Źródło: Gość Niedzielny 35/2014
www.gosc.pl

 

„Pamiętaj, że jesteś nieomylny, gdy jesteś posłuszny swym przełożonym, nawet gdy popełniają błąd” – rzuciła Matka Teresa. Posłuszeństwo nie jest ślepe. Widzi rzeczywistość oczyma samego Boga.

Biedny ksiądz prześladowany przez kurię – to wspólny mianownik większości doniesień prasowych ostatnich miesięcy. Zabawne. Ci sami dziennikarze, siadając do brydża, szachów czy zwykłego Rummikuba, decydują się szanować zasady gry, a udają święte oburzenie, opisując sytuację księdza, który nie ma ochoty słuchać swego biskupa. Reguły gry, panowie, reguły gry! Nie dziwi mnie jednak zmasowany atak na posłuszeństwo. Wiem, dlaczego słowo to działa na niektórych jak płachta na byka. Ma ono w sobie pierwiastek „nie z tego świata”, wymyka się naszej logice. Jezus był posłuszny. Aż do śmierci. Posłuszni byli ci, których wybierał. Co więcej, w efekcie świetnie na tym wychodzili, a hasło „posłuszny zawsze wygrywa” przestało być pustym sloganem. – Absolutną bazą posłuszeństwa jest wiara. Bez niej ani rusz. Posłuszeństwo nie jest ślepe. Ma granice – wyjaśnia o. Piotr Jordan Śliwiński, kapucyn. – Jak mi przełożony mówi, że ściana przede mną jest czarna, a ja przecież widzę, że jest biała, to moje posłuszeństwo nie polega na tym, że ja uwierzę, że ona jest czarna. Ona dalej jest biała. Tyle że ja przyjmuję, że z tego błędu czy nawet, nie bójmy się tego słowa, głupoty przełożonego Pan Bóg ostatecznie wyprowadzi dla mnie jakieś dobro.

Do świń!

Kontrast był ogromny. Odziany w łachmany Franciszek z Asyżu padł na kolana przed najpotężniejszym człowiekiem Europy: – Proszę o pozwolenie na życie wedle Ewangelii. W całkowitej prostocie. Innocenty III – jak wspominają kronikarze – spojrzał z pogardą na żebraka i rzucił: „Bracie, idź raczej do świń, do których macie więcej podobieństwa, niż do ludzi. Wytarzaj się razem z nimi w gnoju, a gdy zostaniesz już ustanowiony ich kaznodzieją, możesz wtedy wyłożyć ich regułę”. Porażające słowa. Atak nie z zewnątrz, ale z serca Kościoła, który Franciszek tak bardzo ukochał. Lekcja pokory. Większość z nas odwróciłaby się na pięcie. A Franciszek? Wstał i poszedł do świń. Wytarzał się w gnoju. Gdy po raz drugi stanął przed Innocentym III, spojrzał mu w oczy i powiedział: „Panie, uczyniłem, co mi nakazałeś. Posłuchaj teraz mojej prośby”. Efekt? Papież osiem wieków temu zatwierdził franciszkańską regułę. Posłuszeństwo Biedaczyny z Asyżu zawstydza dziś 30 tys. jego braci w czarnych, brązowych i szarych habitach. Jeden z nich, o. Rafał Kogut, franciszkanin z Cieszyna, wyjaśnia: – W czasach Franciszka wielu ludzi chciało odnawiać Kościół. Jak grzyby po deszczu wyrastały nowe ruchy odnowy Kościoła. Tyle że ci ludzie (wśród nich Waldens czy katarzy) chcieli iść swoją drogą, chcieli robić wszystko po swojemu.

Mieli swój pomysł na reformę. Franciszek odczytał wolę Bożą i... upokorzył się przed papieżem. Był wielkim charyzmatykiem, a charyzmaty mogą się rozwinąć jedynie wtedy, gdy jest się posłusznym Kościołowi. Widzę to na co dzień, jestem o tym przekonany. Znakomicie oddaje to samo polskie słowo „po-słuszeństwo”, czyli działanie… po słuchaniu. Najpierw słucham Kościoła, potem działam. Ja nigdy nie próbowałem działać na własną rękę. Gdy rozeznaliśmy z dwoma braćmi powołanie do pustelni, poszliśmy z tym do prowincjała, czekając na jego decyzję. Powiedział: „Dobrze. Spróbujmy. Na trzy lata. Trzeba braci z prowincji przygotować na tę rzeczywistość”. Po trzech latach bracia uchwalili, że na stałe tworzymy pustelnię w Jaworzynce. Nic po swojemu! W pustelni usłyszałem wezwanie do ewangelizacji, do chodzenia od domu do domu. Poszedłem z tym do prowincjała i usłyszałem: „Jedź do Bytomia”. Gdy przestałem już być przełożonym w Bytomiu, zostałem skierowany do Cieszyna.

Posłuszeństwo kosztuje, niełatwo żyć na walizkach, ale po latach widzisz, że jest ogromnym błogosławieństwem! I zawsze wyjdzie ci na dobre. Posłuszeństwo zawsze było atakowane, wyśmiewane. Jest ono związane z konsekwencją grzechu pierworodnego: pierwsi ludzie nie zaufali miłości Boga. Okazali Mu nieposłuszeństwo. Poszli swoją drogą i wiemy, jak to się skończyło…

Czytaj dalej...

Marcin Jakimowicz

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
74 0.1740870475769