11 czerwca 2016

Odwaga dobrego życia

Źródło: W drodze 4/2014
www.miesiecznik.wdrodze.pl

 

Nasza nadzieja dotyczy przede wszystkim życia wiecznego. A właściwie powinna dotyczyć, bo czy my w ogóle myślimy tak realnie o tym, co Bóg dla nas przygotował po śmierci?

 

DOMINIK JARCZEWSKI OP: Jako chrześcijanie mówimy o nadziei – na co?

JAN ANDRZEJ KŁOCZOWSKI OP: Bardzo podoba mi się rozróżnienie na „mieć nadzieję, że…” i „mieć (po prostu) nadzieję”. W pierwszym wypadku chodzi o postawę spodziewania się. Mam nadzieję, że wydarzy się w przyszłości coś, na co czekam. Liczę, że tak się stanie. I ta przyszłość w jakiś sposób określa moje dziś. Podejmuję wysiłek, studiuję, bo mam nadzieję, że zdam egzamin. Przyjmuję leki, słucham zaleceń lekarzy, planuję przyszłość, bo mam nadzieję, że wyzdrowieję. Takie potoczne rozumienie nadziei, jako spodziewania się czegoś, trzeba odróżnić od nadziei w sensie głębszym.

Czyli jakim?

Mistrz Eckhart, podążając śladami Platona, odróżniał duszę (psyche) i ducha (pneuma). Spodziewamy się na poziomie naszej psychiki, nadzieja to sprawa ducha.

To znaczy, że mogę się niczego już nie spodziewać, ale zachować nadzieję?

Tak, ponieważ nadzieja wykracza poza horyzont konkretnych celów, odsyła w głąb.

Do Boga?

To jest pytanie o to, czy chodzi jedynie o wymiar religijny, czy też można mówić o jakiejś świeckiej nadziei, niekarmiącej się oczekiwaniem sukcesu. Przychodzi mi na myśl cały szereg myślicieli, jak choćby Joseph Conrad, który stawiał bardzo heroiczne wymagania wierności wartościom, nawet wtedy gdy prowadzi to do klęski. Coś takiego było też obecne w doświadczeniu pokolenia okupacji. Ludzi, którzy, jak pisał Jan Józef Szczepański, stanęli przed nieznanym trybunałem i złożyli świadectwo wyższym wartościom, nawet za cenę życia. Żeby ocalić tę wyższą wartość, zachować honor.

Hemingway pisał, że człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać.

Tego zdania na pewno nie można rozumieć jako opisu stanu faktycznego. Wielu ludzi można zniszczyć, złamać i pokonać. Natomiast widzę tu pewien postulat: Żyj tak, aby nikt cię nie pokonał.

Księga Proroka Habakuka kończy się przepiękną modlitwą: wprawdzie drzewo figowe nie rozwija pąków, winnice nie wydają plonów, pola nie dają żywności, a owce i woły znikają z zagrody, ale „ja mimo to w Panu będę się radować, weselić się będę w Bogu, moim Zbawicielu”. Nadzieja to takie bycie na przekór rzeczywistości? Im gorzej, tym lepiej?

Nadzieja jest tym, co pozwala człowiekowi przejść przez doświadczenie graniczne. Na początku trochę może zbyt lekceważąco potraktowałem to „spodziewanie się”. Myślę jednak, że trzeba też z szacunkiem odnosić się do naszych małych, powszednich spodziewań. W końcu to one określają naszą codzienność. Natomiast gdy mówimy o nadziei, to zastrzegłbym to słowo dla doświadczeń granicznych.

Benedykt XVI w encyklice Spe salvi pisał, że nadzieja chrześcijańska opiera się na tym, na Kogo czekamy. Może kryzys nadziei wiąże się z tym, że my nie wiemy, na kogo czekamy?

Ja bym do tego dodał jeszcze słowa Jana Pawła II z 1987 roku skierowane do władz PRL-u. Papież powiedział wówczas, że przyszły los ludzkości leży w ręku tych, którzy potrafią podać następnym pokoleniom motywy życia i nadziei. Wówczas te słowa brzmiały jak zaklęcie rzucone na komunistów. Nie byli w stanie podać tych motywów...

Zdradzili je.

Właśnie, ale te słowa nie straciły aktualności. Zapytajmy samych siebie, jakie motywy życia i nadziei mamy do przekazania naszym następcom.

Czy nadzieja nie jest takim opium dla ludu? Życie się nie układa, więc uciekamy w nadzieję.

Jeżeli nadzieja jest ucieczką, to jest to ucieczka do przodu. Narkomani wycofują się, zwijają się i próbują przetrwać. Natomiast nadzieja to przeciwieństwo ucieczki, to odwaga dobrego życia.

Skoro to nie ucieczka, to może samooszukiwanie się. Słyszałem historię rodziny, w której ojciec zginął w Katyniu. Mimo to przez wiele lat traktowano go jak żywego. Wszystko przemawiało za tym, że nie żyje, ale póki był cień szansy, nie mówiono o nim w czasie przeszłym.

To typowy przykład spodziewania się. Czy jednak zawsze będzie to oszukiwanie siebie? Opium ma zagłuszać i tyle. Natomiast takie spodziewanie się wbrew wszystkiemu mogło być dla tych ludzi motywem dobrego życia: Będziemy żyli tak, jakby w każdej chwili ojciec mógł przyjść do nas. Jesteśmy wierni wartościom. Trwamy. Nie zawsze więc chodzi o zamknięcie się w przeszłości i trwanie przy wspomnieniach i fotografiach.

Cały czas rozbraja ojciec moje pytania rozróżnieniem na nadzieję i spodziewanie się. A jednak w życiu one się mocno przenikają. Przychodzą do mnie małżonkowie, którzy nie mogą mieć dzieci. I co? Mam im powiedzieć, że nie mają się ich spodziewać, ale zawsze pozostaje taka „mistyczna” Nadzieja przez duże „N”?

Nie muszą się wcale wyrzekać nadziei przez małe „n”. Natomiast kłamałbym, gdybym schowany za habitem wmawiał im, że jeśli będą mieli nadzieję, to Pan Bóg da im dziecko.

Może dlatego mamy problemy z nadzieją, że boimy się, aby nas nie zawiodła. Wolimy więc nie spodziewać się za dużo od życia.

To kolejna ucieczka. Tak jak uciekamy w pseudoduchowe pocieszenia, tak uciekamy od przyszłości. Człowiek postawiony wobec jakiegoś problemu powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, jak sobie z tym problemem poradzić. Czy, na przykład, jako małżeństwo możemy zdecydować się na adopcję? Czy może podjąć inny rodzaj wolontariatu? Zapytać, jakie z tej sytuacji wynika dla mnie dobro? Jakie dobro Bóg mi zadaje? Nadzieja to poszukiwanie tego dobra, które mnie przerasta, które jest dobrem wyższym.

Motywem mojego działania nie ma być ból, ale odpowiedź na dobro?

I poszukiwanie tego dobra, które stoi przede mną. Ono może pomóc mi przetrwać to, co trudne. Bez niego ciężko żyć. Znam wiele małżeństw, które ogromnie przeżywają brak potomstwa. Rodzi się ból, frustracja, poszukiwanie winnych. Kto jest winny? Oczywiście Pan Bóg. A co On ma do zaoferowania? Nadzieję, tę najskromniejszą siostrzyczkę z trzech cnót teologalnych. Wiara i miłość są wielkie. Sami definiujemy się jako ludzie wierzący. A ludzie nadziei? Nie. Bo ta nadzieja jest trochę wstydliwa...

Dlatego potrzebna jest wiara?

Jeśli rozgrywam moje życie przed Bogiem, to wydarzeń nie traktuję tylko jako splotu przypadków czy wyroków losu, ale jako wyzwanie, które stawia przede mną Bóg, a na które ja jako wolny człowiek mam znaleźć odpowiedź.

A co się dzieje, jeśli to zadanie mnie przerasta?

Nadzieja nie jest matką głupich, tchórzów, ale jest źródłem prawdziwej odwagi życia, podejmowania wyzwań, które pozwalają wyjść z poczucia bezradności i jakiejś zupełnej klęski, która rodzi depresję.

Kiedy człowiek ma 30 lat, nie może znaleźć pracy, mieszka cały czas u rodziców i jest na ich utrzymaniu, to chyba nie tak trudno o depresję. Co jako chrześcijanin mogę mu powiedzieć? Uwierz w siebie, idź do przodu?

Uwierzyć w siebie w tej sytuacji to pogodzić się ze swoją przegraną. Może więc właśnie nie w siebie trzeba uwierzyć?...

Czytaj dalej...

Jan Andrzej Kłoczowski OP, Dominik Jarczewski OP

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
74 0.12973403930664