3 sierpnia 2019

Jaką drogę wybrać? (I)

Źródło: www.opusdei.pl

Jeśli chodzi o opis, w jaki sposób odkrywa się własne powołanie albo w jaki sposób można je odnaleźć u kogoś innego, być może najlepiej byłoby zacząć od dwóch wizji zawężających wezwanie Boga. Są to dwa nieustanne zagrożenia, wobec których każdy pasterz Kościoła powinien zachować czujność, ponieważ zniekształcają one zjawisko powołania i ostatecznie prowadzą do niewystarczających propozycji duszpasterskich.

a) Po pierwsze jest to wizja powołania jako planu założonego z góry przez Boga, na który człowiek ma obowiązek odpowiedzieć pozytywnie. W tym przypadku wezwanie Boga jest doświadczane jako obowiązek. Ucieczka od tego obowiązku niosłaby ze sobą oddalenie od Boga, a na końcu wieczne potępienie. Być może wiele osób, nie stawiając tak tej kwestii, właśnie w ten sposób przeżywa możliwość bycia powołanymi przez Boga albo wierność decyzji o oddaniu Bogu.

Wizja ta podkreśla uprzedni charakter każdego powołania i zainteresowanie, jakie Bóg okazuje każdemu. Niemniej jednak, jawi się ona jako podejście ograniczające relację między wiecznością a czasem (jak gdyby Bóg przewidział «dawno temu» jakiś plan dla każdego i oczekiwał na chwilę, w której go z tym planem zapozna). Poza tym wizja ta ogranicza wolność do możliwości wyboru (tak lub nie) i pojmuje ją w perspektywie obowiązku, który narzuca się każdemu z nas z zewnątrz. To prowadzi niekiedy do przedstawiania powołania jako nieuchronnego projektu. Odwołuje się też do Krzyża, który każdy powinien nieść za zbawienie świata…, jak gdyby wola Ojca nie brała pod uwagę Syna (cfr. J 10, 17-18).

Ta koncepcja kłóci się z owymi «młodymi, pełnymi ognia i fantazji, odczuwających najwznioślejsze postanowienie w życiu», o których mówił Paweł VI. Zapomina ona, że dynamika właściwa ludzkiemu sercu, która uruchamia pełną ludzką egzystencję, nie jest normatywna, tylko dąży w pewnym kierunku. Inaczej rzecz biorąc, aby poruszyć serce, nie wystarczą wskazania negatywne, ponieważ serce nie rozumuje w kategoriach minimalistycznych. Serce porusza się raczej naprzód, pociągane dobrem, które uważa za swój skarb. O skarbie mówi Pismo, ponieważ chodzi o wskazanie najwyższego dobra, na które stawia się całe życie. Przypowieści o ukrytym skarbie albo o drogocennej perle są wystarczająco wymowne (Mt 6, 21; 13, 44-46).

b) Po drugie istnieje koncepcja powołania jako decyzji, czy to decyzji Kościoła (powołującego kogoś do kapłaństwa albo do innej szczególnej misji), czy to decyzji osoby zainteresowanej. W tym sensie toczyła się dyskusja na temat powołania kapłańskiego w pierwszej połowie XX wieku. Podczas gdy jedni autorzy bronili konieczności pewnego przyciągania wewnętrznego (attrait), aby stwierdzić, że ktoś może być powołany przez Boga do kapłaństwa, inni bronili tezy, że to wezwanie Kościoła stanowi o powołaniu i przekazuje je podmiotowi tegoż powołania. W panoramie eklezjalnej naznaczonej niebezpieczeństwem modernizmu teza ta cieszyła się początkowo sympatią, która jednakże została niezwłocznie stonowana. Oczywiście, w przypadku powołania kapłańskiego nikt nie może żądać święceń, opierając się na domniemanym wezwaniu wewnętrznym. Niemniej jednak, nie oznacza to, że absolutnie nie istnieje Boży element, objawiający się we wnętrzu osoby ludzkiej...

Czytaj dalej...

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
74 0.17495584487915